NIK: Dzieci z niepełnosprawnościami bez odpowiedniego wsparcia

Dzieci z dysfunkcjami i ich rodziny nie mogą liczyć na łatwo dostępną i skuteczną terapię w ramach wczesnego wspomagania rozwoju. System pomocy jest źle zorganizowany. Dzieci diagnozowane są zbyt późno, do tego trwa to zbyt długo, a następnie pomoc jest planowana i udzielana nierzetelnie.

NIK skontrolowała, czy wymagające pomocy dzieci i ich rodziny były objęte skuteczną pomocą. Zbadano 26 placówek, w tym publiczne i niepubliczne poradnie psychologiczno-pedagogiczne, przedszkola oraz specjalne ośrodki szkolno-wychowawcze.

W części placówek nie realizowano wszystkich zaleceń z opinii, a ponadto ograniczano czas zajęć dzieci. Brakuje także kompleksowości i spójności prowadzonego wsparcia, bo różne placówki udzielające pomocy dziecku nie współpracują ze sobą.

Podstawą udzielenia pomocy dziecku z niepełnosprawnościami jest wczesne wspomaganie jego rozwoju realizowane w ramach systemu edukacji. Polega ono na pobudzaniu psychoruchowego i społecznego rozwoju dziecka od chwili wykrycia niepełnosprawności do czasu podjęcia przez nie nauki w szkole.

Specjaliści dowodzą, że w przypadku dzieci, u których stwierdzono nieprawidłowości w rozwoju psychoruchowym, ważne jest, by działania wspomagające zostały podjęte jak najwcześniej. Im wcześniej zostanie postawiona diagnoza zaburzeń i zgodnie z nią zaplanowane wsparcie dziecka i jego rodziny, tym lepsze może przynieść ono efekty.

Tymczasem w poradniach nie działa właściwie mechanizm wczesnego rozpoznawania niepełnosprawności u dzieci. Wydawane w skontrolowanych poradniach opinie o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju dotyczyły głównie dzieci w wieku powyżej trzech lat (ok. 70 proc. opinii). Co więcej, duża część dzieci diagnozowana jest jeszcze później – dopiero w szkole.

Zbyt późne rozpoznawanie

NIK zauważa, że późne diagnozowanie dzieci spowodowane jest także brakiem jasno określonego katalogu niepełnosprawności, które wymagają wczesnego wspomagania rozwoju.

Precyzyjnie opisane są za to niepełnosprawności „szkolne”. Dlatego część specjalistów (psychologów, pedagogów, logopedów) nie będąc pewnym, czy dziecko wymaga wczesnego wspomagania, wstrzymuje się z przyznaniem wsparcia czekając na potwierdzenie, czy zauważona dysfunkcja będzie się rozwijała, czy może z dorastaniem zaniknie. Niektórzy, mając wątpliwości, oczekują od rodziców diagnoz wykonanych u zewnętrznych specjalistów. To z kolei wydłuża proces uzyskiwania opinii o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju.

Specjaliści prowadzący zajęcia wczesnego wspomagania zwracają także uwagę na niską aktywność lekarzy rodzinnych i pediatrów w wykrywaniu niepełnosprawności u małych dzieci oraz na utrudnioną współpracę z rodzicami. Często nie dostrzegają oni problemów u dziecka lub mają opór przed wizytą u specjalisty.

Ograniczony dostęp do badań

Następnym problemem jest ograniczona dostępność badań i diagnozy psychologiczno-pedagogicznej. Na wizytę w poradni czeka się średnio od trzech do czterech miesięcy. Powodem są głównie braki kadrowe w placówkach. NIK zauważa także, że od lutego 2017 r. uniemożliwiono diagnozowanie małych dzieci w poradniach niepublicznych. Trafiają one do publicznych placówek, co wydłużyło kolejki do specjalistów.

Ponadto Izba zwraca uwagę, że gdy dziecko trafia w końcu do specjalisty, to nie może także liczyć na szybką diagnozę. W 64 proc. skontrolowanych poradni opinię o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju wydano dopiero po upływie od czterech miesięcy do nawet trzech lat od pierwszej wizyty. Tak długi czas potrzebny do dokonania diagnozy wynikał z oczekiwania na wyniki badań przeprowadzanych w poradni lub innych ośrodkach np. z uwagi na podejrzenia autyzmu, czy niedosłuchu. Czasochłonne jest także gromadzenie przez rodziców niezbędnych dokumentów, w tym zaświadczeń od lekarzy specjalistów np. neurologów, czy psychiatrów lub niesłusznie wymaganych w niektórych poradniach orzeczeń o niepełnosprawności dzieci (wydawanych przez powiatowe zespoły do orzekania o niepełnosprawności).

Niestety długie oczekiwanie na wizytę u psychologa i na opinię nie gwarantuje, że dziecko w końcu zostanie objęte adekwatną terapią.

Po pierwsze zaledwie w 52 proc. placówek stworzono odpowiednie warunki organizacyjne do prowadzenia wczesnego wspomagania rozwoju, tj. zatrudniono wymaganą i odpowiednio wykwalifikowaną kadrę oraz stworzono właściwe warunki lokalowe.

Po drugie w większości skontrolowanych poradni stwierdzono nieprawidłowości w wydawaniu opinii o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju, co powodowało, że nie były one w pełni pomocnym narzędziem w planowaniu wsparcia dziecka i jego rodziny.

Niepokojące jest również to w połowie zbadanych przez NIK placówek ograniczano wymiar godzinowy wsparcia. Rozporządzenie mówi o od czterech do ośmiu godzin w miesiącu. W większości przypadków przyznawano minimum, czyli tylko cztery godziny. Specjaliści realizujący wczesne wspomaganie rozwoju w skontrolowanych placówkach podkreślali, że takie wsparcie jest dla większości dzieci niewystarczające. Tymczasem zdarzały się sytuacje, że wymiar zajęć ograniczano nawet poniżej tego poziomu.

NIK zwraca również uwagę, że zdarzało się, iż wsparcie nie było w pełni dostosowane do zdiagnozowanych potrzeb i możliwości dzieci. W 40 proc. placówek nie zorganizowano dzieciom niektórych form pomocy wskazanych w opiniach o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju, głównie terapii psychologicznej i integracji sensorycznej. Uzasadniano to brakami kadrowymi, problemami organizacyjnymi oraz ograniczeniami finansowymi. NIK zauważa, że o zakresie przyznanej pomocy często nie decydowały potrzeby dzieci tylko dostępne środki. Tymczasem w latach 2015-2017 aż 68 proc. skontrolowanych placówek, na zajęcia odbywające się w ramach wczesnego wspomagania rozwoju, nie wykorzystało wszystkich przysługujących im środków w ramach części oświatowej subwencji ogólnej.

NIK zwraca także uwagę na brak współpracy pomiędzy różnymi placówkami udzielającymi dziecku i jego rodzinie wsparcia, w celu zapewnienia kompleksowej i spójnej pomocy. Nie ma wymiany informacji o dziecku i jego potrzebach pomiędzy np. poradniami pedagogiczno- psychologicznymi, a podmiotami leczniczymi i instytucjami opieki społecznej. Powodem jest brak uregulowań prawnych zobowiązujących do takiej współpracy wszystkie te podmioty (należące do różnych resortów).