Można mieć przyjemność z obcowania z chorym

Monika Wysocka

Z Marią Górecką-Lasotą, z wykształcenia logopedą, dziś wykwalifikowaną opiekunką seniorów rozmawiamy na temat wyzwań jakie stawia ten zawód i korzyści jakie daje.

Czym zajmowała się Pani zawodowo?

Przepracowałam około 30 lat jako logopeda, najpierw z niepełnosprawnymi dziećmi, później w szpitalu na oddziale laryngologii, gdzie rehabilitowałam pacjentów po usunięciu krtani z powodu nowotworu. To osoby bardzo okaleczone zarówno fizycznie jak i psychicznie – utrata głosu z dnia na dzień, brak dotychczasowych możliwości porozumiewania się, zmiana wyglądu – to bardzo traumatyczne przeżycie.

To pod wpływem tej pracy założyła Pani w Kielcach klub osób po laryngektomii…

Tak. Z czasem przeobraziliśmy się w stowarzyszenie osób bez krtani. Mieliśmy spotkania raz w tygodniu, podczas których osoby chore mogły spotkać się z innymi w podobnej sytuacji, porozmawiać, umówić się na grzyby itd. Ja prowadziłam tam z nimi zajęcia logopedyczne – oddechowe, ruchowe i głosowe. Do prawidłowego kształtowania głosu zastępczego potrzebny jest prawidłowy oddech, dużo ruchu, co daje lepsze utlenowanie organizmu, a dla tych chorych bywa to problematyczne. Usunięcie krtani powoduje uczucie niepełnosprawności, utraty sił, choć niekoniecznie jest to z tym związane. To bardziej przeświadczenie, że przeszło się ciężką operację, po której nie można czuć się dobrze. Czasami trzeba udowodnić choremu, że stać go na więcej, że może wykonywać praktycznie wszystkie te czynności, które wykonywał przed operacją, tylko musi uwierzyć w siebie.

Wciągnęło Panią to zajęcie?

Bardzo. I pomyślałam, że dobrze byłoby skonfrontować moje metody z tym co radzą specjaliści. Poszłam na kurs terapii według programu Simontona, który uczy jak pracować z osobami w chorobach onkologicznych. Bardzo mi to pomogło, a przede wszystkim podniosło mnie na duchu, bo zobaczyłam, że nie popełniałam błędów. Tam upewniłam się, że trend nie ukrywania przed pacjentem prawdy jest słuszny. To pomaga towarzyszyć pacjentowi, trzeba tylko trzymać się zasady, że to nie opiekun czy terapeuta ma narzucać choremu jaki on ma być i co ma czuć. Jeżeli on mówi, że przeszedł straszną chorobę i nie nie wyobraża sobie, żeby mogło być jak dawniej, trzeba zrozumieć co on czuje, nie zaprzeczać, ale pokazać mu wyjście z tej sytuacji, podążać za nim.

Jednak chorzy z nowotworami krtani to nie jedyni chorzy jakimi się Pani zajmowała.

Potem zaczęłam pracować także z osobami po udarach mózgu. I tu również bardzo przydał mi się program Simontona, ale musiałam też dopracować się swoich własnych doświadczeń, bo każde uszkodzenie mózgu powoduje afazję, upośledzenie obszarów mowy, a często też i ruchu. Polecam każdemu kto ma zajmować się pacjentami po udarze, aby trochę się dokształcił – nie chodzi o ścisłą wiedzę medyczną, ale o zapoznanie się z tym czym jest afazja, bo to pozwoli zrozumieć chorego. Zwykle te osoby zdają sobie sprawę ze swojego inwalidztwa i bardzo boleśnie przeżywają swój dramat. Ale bywa też, że uszkodzone jest i rozumienie mowy, a także motoryka. Zawsze wtedy konieczna jest konsultacja specjalisty, ale taka opieka trwa zazwyczaj krótko – godzinę w ciągu dnia, czasem dwa razy w tygodniu. Przy założeniu, że ten pacjent jest w domu i funkcje opiekuńcze pełni rodzina bądź opiekunka – muszą oni wejść w tę problematykę, żeby zrozumieć dlaczego pacjent zachowuje się tak, a nie inaczej, dlaczego nie odpowiada na nasze pytania, czy rozumie co się do niego mówi. Trzeba wiedzieć jak się z taką osobą komunikować. Po udarze wszystkie miejsca w mózgu są wrażliwe na dźwięk, a oczy wrażliwe na światło, nie można więc mówić do chorego zbyt głośno. Takich zasad jest więcej, ale jest sporo broszur radzących jak pomóc takim chorym, można je znaleźć w każdej w poradni neurologicznej, zresztą takiego instruktażu udziela rodzinie logopeda.

Czy Pani zdaniem wykwalifikowany opiekun powinien pojawić się przy chorym od razu po wyjściu ze szpitala?

Wydaje mi się, że w pierwszym etapie afazji lepiej, aby była przy nim przede wszystkim rodzina (a logopeda pracował z chorym swoją drogą). Rodzina lepiej go zna, wie jakie ma upodobania kulinarne, co jest bardzo ważne, bo często dochodzi do porażenia mięśni żwaczy i przełyku. Chory ma swoje przyzwyczajenia, które w pierwszych dniach po powrocie ze szpitala mogą mieć dla niego wyjątkowe znaczenie. Gdy pacjent, który nie może mówić będzie coś pokazywał opiekun może nie wiedzieć o co chodzi, rodzinie łatwiej się zorientować, że np. leży tam jakaś jego ulubiona rzecz.

Czasami rodzina nie zdaje sobie z tego sprawy i od razu chce zatrudnić opiekuna – tymczasem to nie jest dobre wyjście. Jeśli zachoruje członek rodziny trzeba mu się jednak trochę poświęcić i spędzić z nim np. dwa tygodnie urlopu, a w tym czasie zaprosić opiekuna, z którym go zapoznamy. Nikt chyba nie chciałby trafić pod opiekę zupełnie obcej osoby i zostać z nią sam na sam. Proszę pamiętać, że to trudne także dla opiekuna i często dochodzi do sytuacji, w której i pacjent i opiekun mogą się do siebie zrazić.

Natomiast na późniejszym etapie wydaje mi się, że opiekun może bardzo dużo pomóc i jest sympatycznie postrzegany przez osobę wymagającą pomocy.

To chyba nie zawsze jest takie proste…

Oczywiście, że nie. Ale opiekun jest osobą dedykowaną choremu, przychodzi, aby mu służyć, zadbać o niego, pytać co mu potrzebne, na co ma ochotę. Osoby, które znalazły się w takiej sytuacji – często dość nagle – najczęściej odczuwają lęk przed zostawaniem samemu, bo boją się, tego co się stanie, gdy będą potrzebowały pomocy, a nie będą mogły zawołać.

Opiekun jest też od tego, aby pomagać w powrocie do zdrowia. Często porażenia poudarowe cofają się same, ale jeśli dodatkowo są wspomagane, np. masażem ręki, czy rytmicznym mówieniem wiersza, wyklaskiwaniem rytmu to powrót do zdrowia jest szybszy. Wszelka stymulacja pomaga procesom samonaprawczym. To zresztą sprawdza się nie tylko u chorych po udarach, ale także u osób np. z demencją.

Ma Pani osobiste doświadczenia w tej kwestii…

Tak, przez kilka lat opiekowałam się swoją mamą, którą obserwowałam od początku Jej choroby do końca. Najpierw to było zapominanie, np.: „Gdzie to ja miałam iść?”. Dobrym sposobem, by temu zaradzić jest porobienie strzałek: „do łazienki”, „do kuchni”. Można pooklejać mieszkanie także estetycznymi karteczkami, jak co się nazywa, bo z czasem pojawiają się trudności w nazywaniu podstawowych przedmiotów. Można chodzić z taką osobą po mieszkaniu i prosić ją, aby je odczytywała – warto ćwiczyć w ten sposób, bo to przedłuża zdolność nazywania przedmiotów i orientację we własnym domu.

Co jest najważniejsze w opiece nad chorą osobą?

Jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju pomoc naczelną zasadą jest nie tyle wiedza, ile cierpliwość. To szalenie ważne. Będąc cierpliwym możemy wiele zdziałać i prawie wszystkiego się dowiedzieć. Każde pytanie, na które nie udaje nam się uzyskać odpowiedzi można zadać inaczej, ale do tego potrzeba czasu, cierpliwości i spokoju. Bo inaczej chory się zatnie, zamknie w sobie, a to utrudni nam pracę, a pacjent będzie miał dyskomfort. Ważne jest też wykorzystywanie możliwości chorej osoby, nawet jeśli wiem, że sama szybciej zapięłabym guziki, uczesała, posmarowała kremem, czy nakarmiła. Praca opiekunki polega na towarzyszeniu, pomaganiu, byciu obok, ale nie na wyręczaniu. Wszystko co chory jest w stanie zrobić sam, niech robi sam.

Najlepiej byłoby, aby opiekun był przeznaczony tylko do opiekowania się chorym, a do sprzątania czy gotowania przychodził ktoś inny. Wszystkiego nie da się bowiem pogodzić. Ja z jedną z pań grałam w domino, tłumaczyłam jej zasady gry wielokrotnie, bo demencja sprawiała, że wciąż je zapominała. Podobnie było z innymi czynnościami. Trudno, aby w tej sytuacji był na czas ugotowanie i posprzątanie, a pacjent był zaopiekowany i dodatkowo miał codzienną rehabilitację.

Jak to się stało, że została Pani opiekunką?

Odeszłam ze szpitala na emeryturę, nadal udzielam się w klubie laryngoktomowanych, żeby dorobić do emerytury podjęłam pracę jako logopeda 1 dzień w tygodniu w szpitalu w Krakowie. Ale wciąż jestem bardzo aktywna, chciałabym zobaczyć trochę świata i aby na te podróże zarobić musiałam się rozejrzeć za dodatkową pracą. Opieka nad mamą i praca w szpitalu nauczyły mnie wiele w pracy z osobami starszymi, pacjentami po udarach, albo chorymi neurologicznie i onkologicznie. Nie obawiałam się takiego zajęcia, postanowiłam więc spróbować w Promedice24, która kontaktuje osoby potrzebujące z tymi, które szukają takiej pracy. Nie jeżdżę bardzo często, dwa razy do roku na dwumiesięczne kontrakty – to dla mnie idealny układ.

Poznała Pani tę pracę od podszewki, myśli Pani, że to zajęcie dla każdego?

Dla każdego na pewno nie. Trzeba być bardzo cierpliwym. I – co niezwykle ważne – nie można się brzydzić, bo można wyrządzić pacjentowi wielką przykrość. Wycierając mu usta, myjąc po jedzeniu, czy wykonując czynności pielęgnacyjne niedopuszczalna jest skrzywiona mina, czy odruch wymiotny. Nie każdy dobrze znosi taki sytuacje. Poza tym nie może to być ktoś nerwowy, bardzo ruchliwy, przy takiej osobie trzeba być wyciszonym, mieć spokojne ruchy, nie biegać, nie krzyczeć, bo chorzy tego nie lubią. Jeśli ktoś ma spokojną naturę ma ułatwioną sprawę, ale jeśli jest inny trudno mu będzie się przestawić. Wiele osób jeździ do tej pracy, po to by zarobić. Jednak kiedy już człowiek się tam znajdzie, na pierwszym planie musi być pacjent i jego potrzeby. Nie wolno o tym zapominać.

To specyficzna praca. Za co ją Pani lubi?

Podoba mi się to, że w porównaniu z moim poprzednim zajęciem, nie muszę się śpieszyć, mogę skupić się tylko na tej jednej osobie, dostosować się do jej rytmu, bliżej ją poznać. Staram się nie nastawiać na przetrzymanie i skreślanie dni w kalendarzu, tylko podchodzić do tych ludzi z uczuciem, cieszyć się czasem z nimi spędzonym. Tym, że było fajnie na spacerze, że spędziłyśmy miłe popołudnie. Zauważać co tej osobie sprawia przyjemność, co nam wspólnie sprawia przyjemność (np. różne gry). Chodzi o to, żeby nie siedzieć tam jak na mękach, ale mieć korzyść z obcowania z drugą osobą. To jest możliwe! Może ta osoba jest w czymś zabawna? A może ona we mnie widzi coś zabawnego i to będzie dla mnie przyjemne? Jedna z Pań, którą się opiekowałam mówiła do mnie: „Och Maria, ty wieczna optymistko”. Ale widziałam, że jej się takie moje podejście do życia bardzo podoba. Kiedyś bardzo się denerwowała, że ktoś ma przyjść do naprawy czegoś, ale się spóźnia. Narzekała: „Chyba już dzisiaj nie przyjdzie”. A jej na to: „Możemy się założyć, że przyjdzie”. I kiedy faktycznie przyszedł, właśnie tak do mnie mówiła: „Och, ty wieczna optymistko”.

Staram się podchodzić do tych ludzi w miarę na luzie, nie pokazywać swojego zdenerwowania. Przecież wkraczamy w świat tej osoby, ona nas nie zna, obserwujemy się nawzajem, zawsze jest przy tym trochę stresu, obawy czy się dogadamy. Warto stworzyć odpowiednią atmosferę, przestrzeń luzu, aby ten ktoś miał odwagę nam pewne rzeczy powiedzieć. To będzie ułatwienie także dla nas.

I jeszcze jedna niezwykle ważna sprawa: jedziemy opiekować się osobą z jakimiś deficytami, rozmaitymi problemami zdrowotnymi. Może zdarzy

się wszystko, jednak choćby nie wiem co się działo, trzeba działać na zimno, opanować się, nie okazywać paniki i lęku, bo to może tej osobie bardzo zaszkodzić. Gdy przykładowo ktoś ma ogromne ciśnienie, nie możemy zawołać „O matko!”, tylko mimo że trzęsą nam się nogi, działać jak najspokojniej, wezwać lekarza.

Jestem bardzo zadowolona ze wszystkich szkoleń, które odbyłam w Promedice, bo pomimo iż większość tych rzeczy już wiedziałam, dobrze było je sobie usystematyzować, poukładać, powtórzyć. Bardzo mi to pomogło pewniej się poczuć.