Medicus Perfectus dla prof. Eugeniusza Murawskiego

Profesor Eugeniusz Murawski  ma 91 lat. Co tydzień jeździ samochodem do szpitala w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie operuje małych pacjentów na oddziale chirurgii dziecięcej. Prowadzi weekendowe zajęcia dla ratowników w Wyższej Szkole Zawodowej w Gorzowie Wielkopolskim. Jest autorem nowatorskiej, cenionej na całym świecie, metody operacji rozszczepów wargi i podniebienia, pasjonatem medycyny, lekarzem z powołania.

Tytuł ,,Medicus Perfectus” w tym roku otrzymał wybitny chirurg dziecięcy ze szpitala w Gorzowie Wielkopolskim, najstarszy wciąż operujący lekarz w Polsce, 91-letni prof. Eugeniusz Murawski. Na tegorocznej uroczystej Gali Polskiego Towarzystwa Lekarskiego na Zamku Królewskim odebrał dyplom i specjalną nagrodę ufundowaną przez prezesa Towarzystwa Ubezpieczeń INTER Polska. Ponad 20 lat temu przeszedł na emeryturę, gdyż jako Kierownik Kliniki mógł pracować tylko do 70 roku życia. Nie wyobrażał sobie jednak życia bez pracy zawodowej. Obecnie środy profesorskie na chirurgii dziecięcej w szpitalu w Wielospecjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim to wyjątkowy czas – bo małych pacjentów przyjmuje wtedy prof. Eugeniusz Murawski. Zawsze pierwszy na oddziale, mimo, że przyjeżdża aż ze Szczecina.

Katarzyna Walczak: Otrzymał Pan Profesor właśnie nagrodę „Medicus Perfectus” przyznawaną przez Polskie Towarzystwo Lekarskie i INTER. Jakie uczucia Panu towarzyszyły gdy odbierał ją Pan na tegorocznej Gali Gloria Medicinae?

Prof. Eugeniusz Murawski: To było nadzwyczajne przeżycie. Odbierać z rąk Prezesa Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Lekarskiego tytuł Medicus Perfectus i związaną z nim nagrodę w Sali Kolumnowej Zamku Królewskiego w Warszawie, w obecności Ministra Zdrowia, luminarzy polskiej medycyny, licznych gości, znajomych i mojej rodziny – to wspaniałe uczucie.

91 lat i nadal jest Pan Profesor chirurgiem, który operuje. Jak udało się Panu zachować takie zdrowie, kondycję i zapał do pracy?

Wybrałem zawód, którego uprawianie, pomimo wysokiej odpowiedzialności, sprawia mi radosną przyjemność. Poza tym należy oczywiście dbać o zdrowie, szybko reagować w przypadku zagrożenia. Operacyjnie usunięto mi trzy nowotwory złośliwe bez potrzeby radio- i chemioterapii. W zawale serca po kilku godzinach miałem założony stent w zwężonej tętnicy. Nie palę, nie nadużywam alkoholu, każda ilość jest szkodliwa. Dieta odpowiednia do wieku, BMI utrzymuję w normie. Po pracy chętnie odpoczywałem na działce, fizyczna praca uspokaja nadmierne emocje.

Jakie jest Pana Profesora pierwsze wspomnienie z sali operacyjnej?

Po raz pierwszy uczestniczyłem w operacji jako asystent będąc studentem po III roku na praktyce wakacyjnej, którą odbywałem w Klinice Chirurgicznej PAM. Byłem zafascynowany techniką operacyjną i atmosferą sali operacyjnej.

Dlaczego właśnie chirurgia dziecięca?

Kiedy byłem studentem IV roku, po jednym ze znakomitych wykładów z pediatrii wygłaszanych przez prof. Górnickiego – ówczesnego Rektora Akademii – ogłosił on nabór do naukowego koła studenckiego. Przystąpiłem do niego, badaliśmy niedożywione niemowlęta, napisaliśmy pracę naukową, która została nagrodzona na Kongresie Studenckim. Po uzyskaniu przeze mnie dyplomu, Profesor zaproponował mi etat w Klinice Pediatrycznej. Powiedziałem, że zawsze pragnąłem zostać chirurgiem, wówczas zaproponował mi pracę na Oddziale Chirurgii Dziecięcej mówiąc, że jest tam wiele do zrobienia.

Jest Pan Profesor autorem nowatorskiej metody operacji rozszczepów wargi i podniebienia (tzw. zajęczych warg) – czy trudno jest przecierać szlaki? Tworzyć coś nowego?

Opracowanie nowej metody operacyjnej potrzebne jest wówczas, kiedy dotychczasowe są nie w pełni zadowalające. W połowie ubiegłego wieku, po operacjach rozszczepu wargi ówczesnymi metodami pozostawał zniekształcony nos. Aby rozwiązać ten problem wykonałem w prosektorium badania morfologiczne, po tym przeanalizowałem ich wyniki i na tej podstawie opracowałem technikę operacyjną, która przywraca rozszczepionym tkankom prawidłowy układ. Następnie stopniowo, przez kilka lat wprowadzałem ją do praktyki, w końcu opracowałem wyniki i napisałem pracę naukową przedstawiającą nową metodę. Jest to długoletnia, żmudna praca pochłaniająca mnóstwo czasu, niestety kosztem rodziny. Nie jest to łatwa metoda operacyjna, wymaga dokładnej znajomości budowy prawidłowej i rozszczepionej wargi.

Jak Pan widzi postęp chirurgii od czasu, gdy pierwszy raz Pan Profesor wszedł na salę operacyjna?

Postęp jest olbrzymi. Rozwinęła się anestezjologia, powstały oddziały intensywnej terapii pooperacyjnej, rozwinęła się technika operacji małoinwazyjnych: laparoskopowych, endoskopowych. Rozpoznanie ułatwiają nowe techniki obrazowania: tomografia komputerowa, ultrasonografia. W instrumentarium: wymienne ostrza, rozległa paleta atraumatycznych igieł z wtopionymi nićmi. Niestety, to wszystko drogo kosztuje, dlatego szpitale są zadłużone.

Co jest najtrudniejsze w pracy chirurga dziecięcego?

Umiejętność zdobycia zaufania u małego pacjenta, a przede wszystkim u rodziców.

A najprzyjemniejsze w tej pracy to…?

Dobry efekt, który wywołuje radość i łzy szczęścia u rodziców, a może nawet częściej u szczególnie wrażliwych babć i dziadków.

Panie Profesorze – operuje Pan, konsultuje pacjentów, jest Pan wykładowcą – co Pan Profesor lubi najbardziej?

Operować.

Jak wygląda Pana przykładowy dzień pracy? Wstaje Pan rano i co dalej? Kawa, herbata?

Kiedy jadę do Gorzowa Wielkopolskiego wstaję o 4.30, kąpię się, przyrządzam i zjadam śniadanie z kawą z ekspresu i wsiadam do samochodu. W szpitalu na Oddziale Chirurgii Dziecięcej jestem o 7:15. Wkrótce jest raport lekarski, po tym wizyta całego personelu lekarskiego na Oddziale. Następnie zaplanowane operacje, po nich udaję się do przyszpitalnej Poradni, gdzie badam przysłanych mi na konsultację pacjentów. Tych, którzy wymagają operacji wpisuję do kalendarza przyjęć na dni, w których pracuję. Natomiast na wykłady z anatomii prawidłowej i topograficznej dla ratowników w Wyższej Szkole Zawodowej jadę do Gorzowa na dwa dni, sobotę i niedzielę po 6 godzin lekcyjnych dziennie.

Jest w tym wszystkim wielka pasja, radość i miłość do medycyny – skąd to się bierze?

Praca chirurga jest bardzo efektywna, przynosi radość z jej wykonywania.

Znając lekarzy, medycyna to nie całe Pana życie. Czy ma Pan jakieś inne hobby?

Jak już wspomniałem, chętnie czynnie wypoczywam na działce. W tym roku dostałem Brązową Odznakę Wzorowego Działkowca. Dużo czytam, półki u mnie uginają się pod książkami. Prenumeruję czasopisma medyczne i inną prasę, którą często i chętnie czytam. Interesuję się mechaniką kwantową, współczesną astronomią m.in.: bozony Higgsa, fale grawitacyjne, czarne dziury, tunele czaso-przestrzenne, poszukiwanie planet ziemiopodobnych, na razie bez efektu niestety. Z komputerem gram w szachy na 8 poziomie trudności z 10. Późnym wieczorem dobry film lub słuchanie muzyki na kanale telewizyjnym Mezzo lub MezzoHD.

Czy od początku chciał być Pan Profesor chirurgiem dziecięcym? Gdyby Pan Profesor nie był lekarzem, to byłby Pan…?

W gimnazjum byłem dobry w matematyce myślałem, że zostanę inżynierem. Niestety w liceum nie było już na odpowiednim poziomie profesora matematyki. Dlatego przeniosłem się do liceum humanistycznego (łacina) z myślą o rozpoczęciu studiów na Wydziale Lekarskim nowo powstałej w Szczecinie w 1948 roku Akademii Lekarskiej. Solidnie się przygotowałem i zdałem w 1949 roku. Było ponad 550 kandydatów na 100 miejsc.