Elektroterapia rozwija się dynamicznie

Joanna Rawik

O postępach w elektroterapii PORTALE MEDYCZNE rozmawiają z dr. hab. med. Marcinem Grabowskim z I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

fot. Archiwum

W jakich sytuacjach w terapii serca stosuje się urządzenia leczące prądem?

Przede wszystkim urządzenia takie stosowane są w ciężkiej niewydolności serca, z nasilonymi zaburzeniami kurczliwości. Są to chorzy, u których występuje ryzyko nagłego zgonu sercowego, a także wysokie ryzyko progresji niewydolności serca. U takich pacjentów stosuje się dwa rodzaje urządzeń. Po pierwsze kardiowerter defibrylator. Stosuje się go w prewencji nagłego zgonu sercowego, czyli w leczeniu arytmii komorowej, której się obawiamy. Jeśli pacjent nie ma defibrylatora, to arytmia jest u niego równoznaczna z zatrzymaniem krążenia, a następnie śmiercią.

Drugi rodzaj urządzeń to stymulatory resynchronizujące, czyli bardzo zaawansowana forma stymulacji. Jesteśmy przyzwyczajeni do zwykłych stymulatorów, które posiadają tylko jedną, ewentualnie dwie elektrody. Natomiast w stymulatorach resynchronizujących występują aż trzy stymulujące lewą i prawą komorę, dzięki czemu poprawiają wydolność krążenia. Obecnie dostępne są też urządzenia, w których obie funkcje zostały połączone: zarówno ratujemy pacjenta w przypadku wystąpienia arytmii, jak i poprawiamy wydolność jego krążenia – defibrylator i stymulator w jednej puszce.

To rynek rozwijający się niezwykle dynamicznie. Jakie nowości pojawiły się w ostatnim czasie?

Poszukiwanie nowości jest zdeterminowane aktualnymi słabościami elektroterapii. Choć metoda jest bardzo powszechnie stosowana, to jednak wciąż istnieją pewne ograniczenia związane przede wszystkim z późnymi powikłaniami. Wszczepienie klasycznego urządzenia oznacza umiejscowienie na stałe elektrod w żyłach i jamach serca. To rodzi dwa rodzaje powikłań: infekcje oraz niedrożności. Nowości są więc ukierunkowane na zapobieganie tym powikłaniom.

Jeżeli chodzi o najnowsze metody, to po pierwsze mamy urządzenia podskórne: kardiowertery i defibrylatory podskórne, których elektroda oraz puszka z baterią wszczepiane są tuż pod skórę. Leczą arytmię, natomiast nowością jest to, że w żyłach i w sercu nie ma elektrod. To oznacza mniejsze ryzyko wystąpienia powikłań infekcyjnych oraz odelektrodowego zapalenia wsierdzia.

Po drugie, pojawiły się urządzenia bezelektrodowe – małe urządzenia w kształcie naboju do pistoletu, które umiejscawia się w jamie serca. Posiadają one możliwość stymulacji, ale ponieważ nie ma elektrod, nie powodują powikłań w postaci niedrożności. Wydaje się, że idealnym rozwiązaniem będzie połączenie formy bezelektrodowej z defibrylatorem podskórnym. Trwają już prace i badania, ale są one jeszcze w fazie eksperymentalnej.

Czy tego typu urządzenia są dostępne dla polskich pacjentów?

Zarówno bezelektrodowy stymulator, jak i defibrylator podskórny są już dostępne w Polsce. Wykonano nawet pierwsze zabiegi: defibrylator podskórny w 2015 w Łodzi, potem w Zabrzu i w Warszawie, a bezelektrodowe stymulatory wszczepiono na początku tego roku w Zabrzu i Poznaniu. Póki co są to jednak nieduże liczby: kilkunastu (w przypadku bezelektrodowych) czy kilkudziesięciu (w przypadku podskórnych) pacjentów. Ograniczeniem jest brak refundacji czy jakiejkolwiek innej możliwości rozliczania tej metody. A jest ona bardzo droga ze względu na innowacyjność właśnie, choć to wciąż osiągalne kwoty: bez kosztów opieki nad pacjentem defibrylator podskórny kosztuje ok. 70-80 tys. zł, a stymulator bezelektrodowy to kwota rzędu ok. 30-40 tys. zł. Jednakże bez refundacji musimy ubiegać się każdorazowo o indywidualne rozliczenie.

Jest szansa, że to się w najbliższym czasie zmieni?

Podjęto już działania, trwają dyskusje nad opłacalnością zastosowania tych metod wobec klasycznych rozwiązań. Temat ten poruszany jest praktycznie podczas każdego spotkania kardiologów,  w czasie kongresów czy zjazdów kardiologicznych; omawiamy nasze przypadki, powstają dokumenty ekspertów, w których podsumowuje się obecny stan wiedzy i wskazuje grupy docelowe. Warto zwrócić uwagę, że nie trzeba proponować takiej formy zabiegu każdemu pacjentowi, lecz jedynie wybranym, u których problem już się pojawił albo z dużym prawdopodobieństwem go przewidujemy. Wskazujemy więc potencjalną grupę pacjentów, która odniesie największą korzyść z takiej metody terapii. Wiem też, że są też starania ze strony firm – producentów sprzętu, i że rozpoczęły się wstępne negocjacje. Perspektywa jest, jednak ciężko na razie określić ją w czasie.