Lekarze za mało dbają o serca kobiet

Najczęstszą przyczyną zgonów kobiet w Polsce są choroby sercowo-naczyniowe. Z ich powodu umiera aż 55 proc. Polek. To oznacza, że śmiertelność z tego powodu jest wśród kobiet wyższa niż wśród mężczyzn, gdzie wynosi 43 proc.

U kobiet częściej niż u mężczyzn objawy choroby wieńcowej są nietypowe, dlatego są one gorzej diagnozowane, później rozpoczynane jest leczenie, a więc i rokowania są gorsze. fot. FreeDigitalPhotos.net
Takie dane ujawnił raport „Polki 2013 – Zdrowie i jego zagrożenia” upubliczniony pod koniec listopada 2013 r. „Mit, że choroby serca to męska rzecz pokutuje w świadomości społecznej, ale niestety także wśród lekarzy. Musimy go jak najprędzej obalić” – komentuje prof. dr hab. med. Danuta Czarnecka, kierownik I Kliniki Kardiologii, Elektrokardiologii Interwencyjnej oraz Nadciśnienia Tętniczego UJ CM w Krakowie.
Przekonanie, że kobiety nie chorują na serce prawdopodobnie wzięło się stąd, że problemy z układem krążenia zaczynają się u nich średnio o 10 lat później niż u mężczyzn, czyli około 60 roku życia. Do czasu menopauzy kardioprotekcyjne działanie wywierają bowiem estrogeny, które działają  m.in. przeciwmiażdżycowo i zwiększają elastyczność ścian naczyń krwionośnych.
Ten pokutujący mit oraz to, że u kobiet częściej występują nietypowe objawy choroby wieńcowej sprawiają, że są one gorzej niż mężczyźni diagnozowane, później rozpoczynane jest u nich leczenie, a więc i rokowania są gorsze. Sprawę dodatkowo komplikuje występujący stosunkowo często u kobiet tzw. zespół X będący chorobą małych naczyń, wnikających bezpośrednio do serca. „W tym przypadku tętnice wieńcowe mogą nie mieć żadnych oznak miażdżycy, a zatem wynik koronarografii wskazujący, że pacjentka jest zdrowa, jest zupełnie niemiarodajny” – stwierdza prof. Czarnecka.

Gorsze rokowania w zawale

Pomimo wspólnego dla obu płci patomechanizmu zawału serca (pęknięcie blaszki miażdżycowej, uszkodzenie śródbłonka, odsłonięcie włókien kolagenowych, agregacja płytek krwi), obraz świeżego zawału serca jest u kobiet znacząco różny. Częściej występują u nich zawały nieme klinicznie oraz zawały objawiające się mało charakterystycznymi dolegliwościami, takimi jak: bóle karku i pleców, nudności i wymioty, duszność, pocenie się, uczucie ogarniającego zmęczenia czy nieokreślonego lęku. W rezultacie kobiety z zawałem docierają do szpitala średnio o 30 minut później niż mężczyźni. „Kobiety same nie wierzą w to, że mogą mieć zawał, na domiar złego lekarze też często w to nie wierzą. Dlatego rokowania kobiet po zawale są gorsze niż mężczyzn” – podkreśla prof. Danuta Czarnecka.
Z analizy przeprowadzonej w 2013 roku przez naukowców amerykańskich z Uniwersytetu Stanowego Ohio wynika, że w ciągu pierwszego roku po ostrym incydencie wieńcowym umiera 24 proc. mężczyzn i aż 42 proc. kobiet.

Groźniejsze czynniki ryzyka

Kobiety częściej niż mężczyźni chorują na cukrzycę, która jest istotnym czynnikiem ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Na dodatek, cukrzyca jest bardziej niebezpieczna dla serca kobiety niż serca mężczyzny. Stwierdzono, że u kobiet chorowanie na cukrzycę zwiększa ryzyko choroby wieńcowej aż cztero-, sześciokrotnie, podczas gdy u mężczyzn – dwukrotnie. Podobnie otyłość ma poważniejsze konsekwencje dla kobiet niż dla mężczyzn. Otyłe kobiety są o 64 proc. bardziej zagrożone chorobą wieńcową niż szczupłe, podczas gdy u otyłych mężczyzn ryzyko to wzrasta o 42 proc.

Leczenie pozostawia wiele do życzenia

Zgodnie z obowiązującymi wytycznymi, postępowanie farmakologiczne zarówno w stabilnej, jak i niestabilnej chorobie wieńcowej jest jednakowe u obu płci. Wyniki najnowszych badań wskazują jednak, że kobiety po przebyciu ostrego incydentu wieńcowego rzadziej niż mężczyźni otrzymują leczenie hipolipemizujące oraz leczenie hipotensyjne. Przyczyn tych różnic upatruje się w starszym wieku i większej liczbie pozasercowych schorzeń towarzyszących zawałowi u kobiet. Wciąż także pacjentki z ostrymi zespołami wieńcowymi rzadziej niż mężczyźni poddawane są leczeniu interwencyjnemu: angioplastyce wieńcowej czy pomostowaniu aortalno-wieńcowemu – czytamy w raporcie „Polki 2013 – Zdrowie i jego zagrożenia”.