Fakty | jr, PAP | 10 października 2017, 10:30

Porozumienia brak. Strajk - dzień dziewiąty


fot. facebook. com/ porozumienierezydentow?

Wczorajsze rozmowy ministra zdrowia z protestującymi rezydentami nie przyniosły porozumienia. Zaczął się dziewiąty dzień protestu głodowego rezydentów. Domagają się oni spotkania z premier.

- Mediacje uważamy za zakończone, nie osiągnięto porozumienia. Ta forma rozmowy z ministrem wyczerpała się, czekamy na rozmowy z panią premier - powiedział Łukasz Jankowski, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.  

Minister zdrowia oświadczył, że w imieniu premier zadeklarował gotowość do spotkania, ale w spokojnych warunkach, po zakończeniu protestu głodowego. Lekarze nie zamierzają jednak przerwać protestu.

- Poinformowałem państwa rezydentów, że Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt ustawy, który gwarantuje systematyczny wzrost nakładów na ochronę zdrowia i to jest absolutnie historyczne rozwiązanie, które nigdy dotychczas nie było stosowane – powiedział po wczorajszym spotkaniu Radziwiłł. - Państwo rezydenci trwają przy swoim oczekiwaniu, dwukrotności średniej krajowej jako ich podstawowym wynagrodzeniu. Przypomnę, to jest kwota 9200 złotych miesięcznie pensji podstawowej - to jest zupełnie nie do zrealizowania w obecnym czasie. W ramach kompromisu, ale ja jednak biorę ten kompromis w cudzysłów, proponują, aby od zaraz było to 6400 złotych minimum, a dla tych, którzy realizują tak zwane deficytowe, priorytetowe specjalności - 8100 złotych. To też środki - mówimy o młodych osobach, które są tuż po ukończeniu studiów i stażu podyplomowego - które, jak się wydaje, trudno byłoby zaakceptować - dodał szef resortu zdrowia.

Radziwiłł przypomniał, że Ministerstwo Zdrowia przygotowało regulacje, zgodnie z którymi do 2020 roku "proponuje podwyższać wynagrodzenia rezydentom i to zarówno w tym zakresie podstawowym, jak i w szczególnie poszukiwanych, deficytowych specjalnościach o bardzo wysokie kwoty".

- Ta wysoka kwota, ten dodatek motywacyjny w deficytowych specjalnościach miałby wynosić 1200 złotych miesięcznie i to już od zaraz, pozostali byliby objęci systematycznymi podwyżkami od tego roku, z datą obowiązywania od lipca, który minął - powiedział minister.
Dodał, że w ciągu najbliższych czterech lat podwyżki wahałaby się pomiędzy 1000 a 1500 złotych. - W praktyce oznaczałoby to, że w roku 2020 rezydent zarabiałby w Polsce nie mniej niż około 5100 złotych. To nie są pieniądze oszałamiające, ale z całą pewnością dalekie od stawek głodowych, w tych specjalnościach, które są deficytowe, te podwyżki byłyby w zasadzie ponad dwukrotnie większe, bo do tej kwoty około jednego tysiąca złotych podwyżki do 2020 roku, oznaczałoby to wzrosty o 2000-2500 złotych, a to są już naprawdę potężne podwyżki - ocenił minister.

Radziwiłł podkreślił, że ze strony ministerstwa jest wola porozumienia. - Nieprawdą jest, że nie ma konkretnych propozycji. Ich systematyczne odrzucanie, a także decyzja państwa rezydentów o zakończeniu tego procesu mediacji, który tu się odbywał, jest świadectwem zawziętości i radykalizmu, który nie sprzyja porozumieniu. Mimo to jestem gotowy, żeby nadal się spotykać i żeby do tego porozumienia doszło - powiedział.

„Taki radykalizm powoduje chęć spełnienia oczekiwań lekarzy rezydentów natychmiast, na poziomie, który - moim zdaniem - w Polsce anno domini 2017 jest po prostu niemożliwy - podkreślił. Zaznaczył, że "trudno sobie wyobrazić sytuację, w której zwiększone nakłady na ochronę zdrowia w całości zostaną przeznaczone na wynagrodzenia, w szczególności na wynagrodzenia dla lekarzy rezydentów".

Daniel Łuszczewski, przedstawiciel protestujących rezydentów tłumaczył, że "nie chodzi o same wynagrodzenia, ale ma to być droga do zatrzymania odpływu lekarzy z kraju".

- Nas jest za mało, pracujemy po kilkaset godzin miesięcznie, jesteśmy przemęczeni i nie jesteśmy w stanie zapewnić pacjentom właściwej opieki - powiedział dziennikarzom. Jak mówił, obecnie rezydenci zarabiają od 2200 do 2500 zł na rękę. Stwierdził, że "dwie pensje krajowe dla rezydenta i trzy dla lekarza specjalisty były postulatami Konstantego Radziwiłła zanim został on ministrem, kiedy był szefem NRL".
Łuszczewski zadeklarował, że rezydenci są skłonni do ustępstw, "ale ministerstwo nie jest".

Pytany o deklaracje Radziwiłła, że premier Beata Szydło jest skłonna spotkać się z protestującymi pod warunkiem, że zakończą oni głodówkę Łuszczewski powiedział: - Na chwilę obecną nie jesteśmy do tego gotowi. - Protest głodowy trwa, od dawna chcieliśmy się spotkać z panią premier i wicepremierem (Mateuszem) Morawieckim. Żadne z naszych wcześniejszych działań nie zostało uznane za argument, byśmy się spotkali - dlatego posunęliśmy się do protestu głodowego. Boimy się, że jeżeli zakończymy protest, rozczarujemy się, jak przez ostatnie dwa lata - powiedział. Jak podkreślił, lekarze nie odeszli od łóżek pacjentów, i na czas protestu wzięli urlopy wypoczynkowe. Dodał, że jeśli wszyscy głodujący "zostaną zdyskwalifikowani przez lekarza" i głodówka się zakończy, nastąpi eskalacja protestu. - Wypowiemy klauzulę opt-out, zezwalającą nam pracować ponad 48 godzin tygodniowo, teraz pracujemy po 80-100 godzin - powiedział.

Protestujący lekarze domagają się między innymi wzrostu finansowania ochrony zdrowia do poziomu 6,8 procent PKB w trzy lata, z drogą dojścia do 9 procent przez najbliższe dziesięć lat. Kolejnymi postulatami są: zmniejszenie biurokracji, skrócenie kolejek, zwiększenie liczby pracowników medycznych, poprawa warunków pracy i podwyższenie wynagrodzeń. Lekarzy wspierają przedstawiciele innych zawodów zrzeszonych w Porozumieniu Zawodów Medycznych, między innymi fizjoterapeuci, psychologowie i ratownicy. Dotychczasowe rozmowy z przedstawicielami rządu nie przyniosły żadnych rezultatów.

Źródło: PAP


Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki. Rozumiem