Tydzień Wiedzy o Sercu | Monika Wysocka | 21 września 2017, 9:09

Leki na nadciśnienie wydłużają życie

Właściwie każdy pacjent z nadciśnieniem wcześniej czy później musi zacząć zażywać leki.
fot. pixabay

Choć nadciśnienie wiąże się ze znanymi czynnikami ryzyka wynikającymi ze stylu życia – zbyt dużej masy ciała, braku ruchu, nadmiernego spożycia soli, palenia tytoniu - większość pacjentów nie jest w stanie tak zmienić swojego zachowania, by wyeliminować czynniki, powodujące wzrost czy utrzymywanie się nadciśnienia. Jedynym ratunkiem pozostaje farmakoterapia – na szczęście obecnie mamy dostęp do skutecznych preparatów w różnych kombinacjach i dobranie odpowiedniego leku indywidualnie do chorego nie stanowi już większego problemu.

Właściwie każdy pacjent z nadciśnieniem wcześniej czy później musi zacząć zażywać leki. Z czasem czeka go politerapia czyli stosowanie kilku preparatów, gdyż leki obniżające ciśnienie mają ograniczoną skuteczność. „Uśredniając, przyjmuje się, że moc jednego leku, który pacjent dobrze toleruje, podawanego w maksymalnej dawce, powoduje obniżenie ciśnienia o 20 na 10 mmHg - odpowiednio: skurczowego/rozkurczowego. Czyli jeżeli ktoś ma ciśnienie 160/100 mmHg i chcemy aby miał dobrze kontrolowane ciśnienie, czyli poniżej 140/90 albo jeszcze niżej, to z założenia musi być leczony co najmniej dwoma lekami – mówi prof. Zbigniew Gaciong kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. -  Dane z życia, ale też i z badań klinicznych pokazują, że ponad  80 proc. chorych musi brać co najmniej dwa leki, a grupa takich którzy wymagają terapii trzema lekami też jest znacząca i sięga kilkudziesięciu procent” – mówi specjalista.

Dwa w jednej

Dziś mamy już możliwości, aby te 2-3 leki podawać w jednej tabletce, co więcej - mamy dane, które pokazują, że schemat oparty na złożonych preparatach jest lepszy. „Daje większą siłę hipotensyjną, czyli bardziej obniża ciśnienie, szybciej pozwala na osiągnięcie celu terapeutycznego, czyli dojście do właściwego ciśnienia, jest lepiej tolerowany przez pacjentów. Dodatkowa wartość takiej terapii to poprawa współpracy z pacjentem, czyli przestrzeganie zaleceń terapeutycznych, co wynika głównie ze zmniejszenia liczby tabletek” – wylicza profesor.
Brak współpracy chorych jest powszechnym problemem w terapii chorób przewlekłych. Wśród osób z nadciśnieniem połowa nie kontynuuje leczenia powyżej roku, a Ci którzy biorą leki bardzo często nie przyjmują wszystkich zalecanych dawek. „Średnio pacjent przyjmuje trzy czwarte leków, które ma przepisane. Wydaje się, że dominujacą przyczyną jest po prostu zapominanie. Innym powodem może być fakt, że pacjenta nie stać na wykupienie recepty, ale zdarza się – i to wcale nierzadko, że pacjent cierpi na demencję, co utrudnia skuteczne leczenie” – mówi prof. Gaciong.

Upraszczanie terapii pomaga

W tej sytuacji pomocne jest uproszczenie terapii, według zasady: im mniej tabletek, tym większa szansa, że chory weźmie lek. Jak się okazuje znaczenie ma również pora, w której lek jest zażywany: rano szanse że chory nie zapomni są dużo większe, niż gdyby miał go brać w ciągu dnia. „W nadciśnieniu mamy doskonałą sytuację, bo mamy do dyspozycji różnego rodzaju zestawy lekowe, o długim czasie działania - podawane rano są skuteczne przez cały dzień” – uważa specjalista. Podkreśla jednak, że bardzo ważny jest sposób przekazania informacji o czekającej pacjenta farmakoterapii – choremu trzeba wyjaśnić dlaczego ważne jest, aby nie przerywał terapii a nazwę leku, liczbę zażywanych tabletek, zasady ich przyjmowania najlepiej zapisać na kartce. „W wielu przypadkach konieczna może okazać się pomoc rodziny: dla starszego, niedołężnego człowieka, który ze względu na współistniejące choroby musi brać kilka różnych leków niejednokrotnie to może być zbyt trudne. To zresztą bardzo częsty powód powrotów pacjentów do szpitala, bo krótko mówiąc nie stosują się do zasad terapii, nie pamiętają  o badaniach i wizytach u lekarza” – mówi prof. Gaciong.

Przewlekła choroba to współpraca wielu osób

Niestety inne metody powszechne na świecie, jak np. telefony ze strony pielęgniarek lub farmaceuty aptecznego - w Polsce nie są stosowane. „Do tego potrzebny jest zupełnie  inny system – chory jest przypisany do konkretnej apteki i zawsze tam zgłasza się po kolejną partię leków. Ale gdy zbliża się termin tej wizyty farmaceuta przypomina mu o tym: panie Smith musi Pan jutro przyjść do apteki, bo kończy się Panu lekarstwo. W Polsce niestety takie możliwości nie są wykorzystywane” – ubolewa profesor.
To oznaczałoby dodatkową pracę dla pielęgniarek czy farmaceutów, przełożenie na nich odpowiedzialności, a do tego potrzebne są rozwiązania systemowe – póki to się nie stanie, nie ma na to szans.
Innym poprawiającym skuteczność terapii rozwiązaniem jest rozliczanie lekarza z efektów terapii, jak ma to miejsce np. Stanach Zjednoczonych. Oczywiście nikt nie karze go finansowo, gdy nie uda mu się uzyskać idealnej kontroli nad ciśnieniem pacjenta, ale raczej nie dostanie honorarium od ubezpieczalni jeśli z systemu wynika, że pacjent nie pojawia się na wizytach, nie realizuje recept, a lekarz nie reaguje.
Przewlekła choroba wymaga działań wielu osób. Samo wypisanie pacjentowi recepty i karty informacyjnej niestety nie rozwiązuje problemu – dopóki system tego nie uwzględni chorzy ci będą generowali dodatkowe koszty. Z rejestrów aptecznych jasno wynika, że ci którzy nie realizują o czasie recept mają większe ryzyko zgonu, częściej trafiają do szpitala, mają powikłania w postaci zawału lub udaru.

Do wyboru, do koloru

Najprostszą metodą, by uniknąć tych kłopotów jest zalecanie chorym z nadciśnieniem terapii skojarzonej. „Obecnie zastrzeżenia, które miewała społeczność akademicka, że dostępne są tylko sztywne połączenia i lekarz nie możne zmieniać terapii, wybrać odpowiedniego leku, że nie wiadomo, który lek pomaga, a który szkodzi - są już bezzasadne. Przemysł farmaceutyczny opracował skojarzenia we wszystkich możliwych połączeniach. Poza tym nasze doświadczenie z lekami hipotensyjnymi jest już tak duże, że wiadomo jakie działania niepożądane można przypisać do danego leku” – mówi prof. Gaciong.
Wiadomo więc, że  jeśli chory zażywa leki z grupy inhibitora konwertazy - w Polsce lek numer 1 - może wystąpić u niego kaszel. Po równie popularnych antagonistach wapnia pojawiają się obrzęki i zaczerwienienia skóry, na które uwagę zwracają zwłaszcza panie. Nie są to jednak objawy tak dokuczliwe, by wykluczały terapię, czasami wystarczy drobna modyfikacja. Niezwykle rzadko obserwuje się ciężkie powikłania czy reakcje z nadwrażliwości. Wiele obaw jest przesadzonych, przykładowo przypadki zaburzeń erekcji u mężczyzn przyjmujących beta-blokery występują u 1 na 200 leczonych.

Leki wydłużają życie

Działania niefarmakologiczne powinny być sugerowane zawsze. Trzeba jednak pamiętać że pacjenci mają z tym duże problemy. „Każdy chciałby trochę schudnąć, ale wszyscy wiemy, że nie jest to łatwe. Poza tym, aby pojawił się efekt potrzeba czasu. Nie da się w ciągu tygodnia obniżyć ciśnienia odchudzając się i zmieniając dietę. A leki to potrafią. Pamiętajmy więc, że skuteczność tego typu rad jest niewielka a do tego trzeba poczekać na odległy efekt - to czas, którego u wielu osób nie wolno tracić” – podkreśla specjalista.
Tak czy inaczej każdy chory z nadciśnieniem z czasem musi zacząć brać tabletki, a u chorych, którzy mają gorszą kontrolę ciśnienia – trzeba eskalować terapię dokładając co jakiś czas nowy lek lub zmieniając jego dawkę. Są to jednak terapie bezpieczne, niedrogie i skuteczne. „I proszę pamiętać, że to leki, które wydłużają życie: jeden miesiąc skutecznej terapii to jeden dodatkowy dzień życia” – mówi prof. Gaciong.

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki. Rozumiem