Tydzień wiedzy o zawałach | Weronika Lipka | 9 sierpnia 2017, 8:36

Złota godzina - czas dla zdrowia

Dobrze by było, gdyby procedury dla pacjentów z niestabilną dusznicą bolesną nie podlegały żadnym zmianom w finansowaniu - uważa prof. Robert Gil.
fot. Eleven Zett Productions

Zwykło się mawiać, że czas to pieniądz, ale czas odgrywa niebagatelną rolę w kwestii naszego zdrowia. W chorobach sercowo - naczyniowych liczą się godziny, a przede wszystkim “złota godzina”, która odgrywa kluczową rolę w leczeniu zawałów.

“Złota godzina” w kardiologii to pojęcie istniejące w wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, ustalone na podstawie wieloletnich badań i doświadczeń. To wskazówka dla specjalistów, lekarzy pogotowia ratunkowego i samych pacjentów o roli czasu w udzieleniu osobie z zawałem pomocy. Choć przyjmuje się, że karetka ma 20min na dotarcie do pacjenta, to przede wszystkim sam pacjent powinien niezwłocznie wezwać pomoc, która może uratować mu życie i zdrowie. O historii złotej godziny mówi prof. Robert Gil, Kierownik Kliniki Kardiologii Inwazyjnej Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie

- Pojęcie złotej godziny wiąże się z okresem, kiedy do leczenia ostrego zawału mięśnia sercowego zostało wprowadzone leczenie  fibrynolityczne, oparte o leki, które rozpuszczają  zakrzep, powodujący  zatkanie naczyń, w konsekwencji jego zawał czyli martwicę. Ten czas nazwany „złotą godziną” został stworzony w oparciu o analizę funkcji mięśnia sercowego w zależności od czasu upływającego między zamknięciem naczynia, a jego udrożnieniem wskutek zastosowania leczenia fibrynolitycznego. Wiadomo, że im szybciej ono następuje tym mniejsze uszkodzenia mięśnia sercowego. W tym to, że jeśli zdążymy w godzinę od zamknięcia to praktycznie unikamy jego martwicy. Stąd pojęcie „złotej godziny”.

Ta analiza zachowania mięśnia sercowego w w stosunku do czasu przywrócenia w nim przepływu krwi została przeprowadzona zarówno na zwierzętach jak i ludziach. To pozwoliło na stworzenie konkretnych wytycznych, którymi dziś posługują się specjaliści na całym świecie.
Niestety pacjenci często bagatelizują swoje dolegliwości, a tym samym wydłużają czas trwania niedokrwienia, skutkujący pogorszeniem funkcji serca oraz swojego rokowania. Głównie kobiety, zajęte prowadzeniem domu, pracą zawodową lub stanem zdrowia całej rodziny, nie mają czasu, by przejąć się sobą, a każdy ból starają się przeczekać. To niestety w znacznej mierze utrudnia kadrze medycznej udzielenie właściwej pomocy i szybkiej pomocy.

- Problem zbyt późnej interwencji występuje na całym świecie i nie dotyczy tylko kobiet. One mają nieco inne poczucie bólu w klatce piersiowej m.in. poprzez wyższą skuteczność funkcji kory nadnerczy, która produkuje hormony związane ze stresem. Prawda jest taka, iż kobieta jest bardziej przystosowana do radzenia sobie w stresie, bo niejako w swoim archeotypie musi dbać o prokreację i utrzymanie dziecka przy życiu. Jednak w efekcie ta zmieniona w stosunku do typowej percepcja bólu, tłumaczenie sobie, że inne sprawy są ważniejsze niż własne dolegliwości szukanie, jest bardzo zgubne.

Prof. Robert Gil zauważa również problem w postrzeganiu zawału u kobiet i mężczyzn. Okazuje się, że nawet pacjentka, która zapoznała się z definicją zawału i jego objawami, może mieć problem z jego rozpoznaniem u siebie.

- U mężczyzn zawał najciężej występuje „książkowo”, tzn. Jest bliski opisom podręcznikowym, natomiast  u kobiet tak łatwo już nie jest.

Problem ostrych dolegliwości wieńcowych nie powinien być ograniczony jedynie do zawału serca. Należy również pamiętać o niestabilnej dusznicy bolesnej, bardzo często mylonej z zawałem serca, a której leczenie jest właściwie tożsame z leczeniem zawału. W tym przypadku opóźnienie w leczeniu może doprowadzić do rozległego zawału i w konsekwencji nawet do śmierci pacjenta. W ostatnim czasie na stronach Narodowego Funduszu Zdrowia pojawił się jednak program leczenia pacjentów z ostrym zespołem wieńcowym, z którego wycofane jest bezlimitowe leczenie pacjentów z niestabilną dusznicą bolesną.
 
- Boimy się tego, że gdyby pacjenci z niestabilną dusznicą bolesną wypadli z płaconych pozalimitowo świadczeń, to może się okazać, że nie będą oni przyjmowani w ramach ratowania życia, a jeśli nawet zostana przyjęci to będą obserwowani pod kątem rozwijających się powikłań. Krótko mówiąc, dopiero cechy martwicy, potwierdzone zwyżką enzymów będą uprawniały do wykonania stosownego zabiegu przywracającego prawidłowy przepływ krwi. Wskutek tego stworzy się nowa grupa pacjentów z uszkodzonym sercem, w wyniku zaniechania interwencji. Powie ktoś to dlaczego ich nie przyjmować i opóźniać zabiegi. Otóż w sytuacji zatwierdzenia proponowanych przez NFZ zmian  chorzy z niestabilną dusznicą zabiorą środki przeznaczone na stabilną chorobę wieńcową co z kolei spowoduje wydłużenie kolejki do zabiegów planowych. Do tego wiadomo, że leczenie w ostrym stanie jakim jest niestabilna dusznica bolesna wiąże się z wyższymi kosztami, w tym z dłuższą hospitalizacją. Aż strach pomyśleć co się będzie działo. Dlatego dobrze by było, gdyby  procedury dla pacjentów z niestabilną dusznicą bolesną nie podlegały żadnym zmianom w finansowaniu - ostrzega prof. Robert Gil.

Ostry zespół wieńcowy jest jednym z najgroźniejszych schorzeń kardiologicznych, dlatego jego objawy, czy czynniki wprowadzające pacjenta w grupę ryzyka, powinny być traktowane z największą powagą i odpowiedzialnością. Natychmiastowa pomoc chorym z takim rozpoznaniem jest szansą na uratowanie nie tylko zdrowia gwarantującego odpowiedni komfort życia ale i nie rzadko wręcz jego życia. „Złota godzina” to prawo do prawo do życia.


Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki. Rozumiem