Seniorzy | Monika Wysocka | 17 lipca 2017, 11:32

Pozwólmy sobie pomóc w opiece nad seniorem

"Żyjemy w świecie ciągłej gonitwy i nierzadko nie mamy świadomości, że nie kontrolujemy swojego życia. W takim biegu i chaosie trudno znaleźć czas dla siebie, a co dopiero dla osoby wymagającej ciągłej opieki. Dlatego wyjściem z sytuacji może być wykwalifikowana opiekunka" - radzi terapeutka dr Mariola Kosowicz
fot. archiwum

Starzejąca się społeczeństwa i zmieniająca się demografia stawiają nas w obliczu nowych sytuacji związanych z opieką nad seniorami. Coraz częściej będziemy potrzebować profesjonalnej pomocy i rozsądnych rozwiązań. O tym czy Polacy są już na to gotowi rozmawiamy z dr Mariolą Kosowicz, psychoonkologiem, terapeutką.

Wszyscy znamy przysłowie, że „starych drzew się nie przesadza”. Czy faktycznie najlepiej jest chorować w domu?

Dom to nasza przystań, znane nam dobrze pomieszczenia - nasze łóżko, toaleta, bibeloty. Ale dom to przede wszystkim  ludzie, którzy dają nam wsparcie, gdy tego najbardziej potrzebujemy. Miejsce, w którym mieszkamy daje nam poczucie bezpieczeństwa - proszę zwrócić uwagę jak często, gdy jest nam źle myślimy: „chcę do domu”, jeszcze częściej słychać to od starszych ludzi w szpitalu. Dom to najlepsze środowisko do radzenia sobie z trudnościami życia codziennego, w tym do przeżywania choroby. Jednak nie zawsze zorganizowanie dobrej opieki w domu jest łatwe.
Bardzo wiele osób, które ze względu na wiek i liczne schorzenia siedzą w domu – po prostu tam wegetuje. To niestety wina złej opieki. Zbyt często – z braku czasu, inicjatywy, pomysłów – bo nie pieniędzy – opiekunowie uważają, że zapewnienie przetrwania bliskim w takim stanie: dostarczenie im jedzenia i leków to wszystko, co mogą zrobić. Tymczasem wystarczą proste rzeczy: codzienna poranna toaleta, przebranie z piżamy w dres, pościelenie łóżka, zorganizowanie wózka, którym można wyjechać na spacer, wspólne zjedzenie posiłku przy stole – a nie w łóżku.  Chodzi o to, żeby zachować jakość życia.

Brzmi prosto, jednak dla zaganianych dzieci starszych, schorowanych rodziców to bywa nierealne...

To prawda żyjemy w świecie ciągłej gonitwy i nierzadko nie mamy świadomości, że nie kontrolujemy swojego życia. W takim biegu i chaosie trudno znaleźć czas dla siebie, a co dopiero dla osoby wymagającej ciągłej  opieki. Dlatego wyjściem z sytuacji może być wykwalifikowana opiekunka. Jednak w przypadku starszych, chorych osób, ważne jest aby była to osoba dojrzała emocjonalnie, zdająca sobie sprawę jak trudne to zadanie, jak ogromną odpowiedzialność bierze na siebie. Trzeba mieć odpowiednie podejście, aby zrozumieć starszego człowieka, który z powodu swojego wieku może bardzo różnie funkcjonować. I tak np. po 80 roku życia zanikają m in. komórki Purkinjego w móżdżku, znacznej degeneracji ulega także kora mózgowa. Następstwem starzenia się mózgu jest pogorszenie się pamięci operacyjnej, szybkości przetwarzania informacji, funkcji obronnych jak hamowania co powoduje rozwlekłość i dygresyjność.
Nie bez znaczenia są też leki, których starsi ludzie sporo przyjmują. Dlatego tak ważne jest, aby starszym człowiekiem zajmowała się osoba przygotowana do tego zajęcia, ktoś kto ma odpowiednie kwalifikacje. Opieka nad seniorem to poważne wyzwanie, zarówno dla osoby obcej, jak również dla osób bliskich.

Jak to?

Zdaję sobie sprawę, że kiedy mówimy o chorobie i opiece osób bliskich, to chcielibyśmy widzieć sielankowy obraz gdzie wszyscy się wspierają i są dla siebie oparciem. Niestety, często relacje w rodzinie są bardziej skomplikowane. Każda rodzina ma inny wzorzec radzenia sobie z problemami, inaczej rozumie troskę, otwartą komunikację itp. Bywa, że osoby bliskie opiekują się chorą matką lub ojcem, a ich wcześniejsze relacje były bardzo trudne, nierzadko naznaczone cierpieniem. W takiej sytuacji trudno oczekiwać, że przeszłość nagle przestanie istnieć, a rodzina bezproblemowo przejdzie do następnej fazy życia, jaką jest opieka nad chorym rodzicem. Nie zapominajmy, że niektóre osoby chore rozgoryczone życiem, niegodzące się z ograniczeniami, jakie narzuca choroba, wiek potrafią uprzykrzyć życie swoim bliskim. Utarło się myślenie, że osobie chorej wolno wszystko. Otóż, chcę powiedzieć, że nie jest to prawda. Każdy człowiek - zdrowy, czy chory - ma prawo do szacunku i powinien jasno stawiać swoje granice. Lepiej osobie chorej powiedzieć „Twoje zachowanie sprawia mi przykrość” niż unikać kontaktu. I może w takich sytuacji warto skorzystać z pomocy wykwalifikowanej opiekunki

A co z osobami na takim etapie choroby, że nie da się już porozmawiać, wytłumaczyć, dotrzeć do nich ze względu na demencję czy otępienie?

Wtedy potrzebna jest osoba o wysoki poziomie dojrzałości zarówno psychicznej, jak i emocjonalnej. Jako bardzo młoda osoba pracowałam za granicą w hospicjum. Początkowo byłam wystraszona tym co tam zobaczyłam, dopiero po jakimś czasie zaczęłam rozumieć specyfikę tego zajęcia. Tego trzeba się nauczyć. Obserwowałam tam opiekunów, którzy potrafili stawiać granice, nie godzić się na wszystko, nie brać wszystkiego do siebie. Przede wszystkim jednak nauczyłam się  bycia uważną na potrzeby drugiego człowieka. Zdarza się – co jest nie  do pomyślenia - że osoby zdrowe narzucają chorym swoje wyobrażenia, jak powinny chorować, jak powinny się zachowywać itp.

Ale też zdarza się, że starsi ludzie robią wszystko, żeby ich nie lubić. Skąd w nich tyle złośliwości?

Wiele osób ma poważny problem utraty kontroli, nie mogą pogodzić się z tym, że nie są już tak sprawne fizycznie, finansowo, intelektualnie. Dla wielu osób praca i codzienna aktywność jest największą wartością i gdy przychodzi moment, że stają się niesamodzielni źle to znoszą. Dlatego to bardzo ważne, aby tak organizować życie seniorom, by zachowali choć najmniejszą aktywność. Widziałam kiedyś film z hospicjum w Nowym Jorku, w którym pokazywano, w jaki można aktywizować takie osoby. Grupy wolontariuszy brały te ledwo już funkcjonujące osoby na wózki i np. sadzili z nimi kwiatki – oczywiście w taki sposób, że większość czynności wykonywał zdrowy opiekun. W innym ujęciu układali kolaż ze zdjęć, gdzie starsza osoba instruowała, jak dobrać zdjęcia  by stworzyły określoną historię. O ustalonej godzinie strażacy będący na emeryturze ubrani w swoje stroje rozwozili napoje. To było dla mnie niesamowite odkrycie – że można sprawić, aby coś się działo, aby ci ludzie nie zalegali w łóżkach – a to jest chyba największy problemem ludzi chorujących w Polsce - że w opiece nad nimi ograniczamy się w dużej mierze do zadbania o to aby ich nakarmić i umyć. Tymczasem oni chcą się czuć potrzebni, bo inaczej giną, wycofują się, czasem zaczynają być agresywni.

Równie ważna jak samo życie jest jego jakość...

Dokładnie. Przytoczę pewną historię: pewna znajoma lekarka opowiadała mi, że zatrudniła do opieki nad swoimi rodzicami Panią i kiedy ona przychodziła cały dom zaczynał żyć. Bo kiedy wchodziła włączała muzykę, od razu energicznie podnosiła ich z łóżek i zarządzała: Pan robi to, Pani robi to. Przygotowywała im śniadanie, które razem jedli, potem proponowała jakieś gry, czytanie, spacer. Organizowała im życie. Na jednym z takich spacerów spotkali sąsiadów z klatki obok, też starsze małżeństwo i wkrótce zaczęli się nawzajem odwiedzać. I ta pani doktor powiedziała mi: „teraz kiedy przychodzę w domu moich rodziców jest gwarno i wesoło. Mama przestała narzekać, że ją boli, po prostu nie myśli o bólu, przestała się garbić, zażyczyła sobie, żeby kupić jej nową bluzkę”. Dzięki mądrej opiekunce ich życie nabrało znowu sensu. Ona dbała o nich: gotowała, sprzątała, pomagała wejść pod prysznic, pilnowała żeby brali leki. Ale potrafiła też zadbać o to, żeby się nie nudzili. I co najważniejsze: ona tych ludzi lubiła i szanowała. Nie dawała im odczuć, że się ich brzydzi – nawet jeśli nie zawsze ta obsługa była przyjemna. Nie sprowadzała ich do pozycji starszych chorych ludzi, którzy są przedmiotem jej pracy. Traktowała ich podmiotowo, była zaangażowana, a ta praca nie była tylko obowiązkiem, za który dostawała wynagrodzenie.

W Polsce wciąż dla wielu osób to trudne – oddać swoich rodziców w obce ręce. A przecież wsparcie takiej profesjonalnej, wyszkolonej opiekunki – jak widać na tym przykładzie - może być świetnym  rozwiązaniem. Nie ma chyba nic złego korzystaniu z pomocy osób, które wiedzą jak to robić.

Niestety w naszym społeczeństwie wciąż funkcjonują  stereotypy: że to my i tylko my za wszelką cenę powinniśmy zajmować się bliskimi. Szczególnie widać to na wsiach i w małych miastach. Trudno się temu przeciwstawić kiedy społeczność, w której żyjesz naciska Cię, że jednak powinnaś do upadłego radzić sobie sama. To bywa destrukcyjne dla rodziny, bo czasem to wysiłek ponad siły. A przecież nie ma nic złego w korzystaniu z pomocy specjalistów. Zresztą to może być opieka bardzo zaawansowana, jeśli takiej nam potrzeba, ale czasem po prostu towarzystwo i wsparcie w codziennych obowiązkach. To może też być rozwiązanie na czas wakacji, ważnego wyjazdu, delegacji – i zapewniam, że to lepsze niż zostawiać seniora samego w czterech ścianach lub oddawać na ten czas do szpitala pod byle pretekstem.

W krajach europejskich opieka domowa jest w części dotowana przez Państwo, w Niemczech czy Wielkiej Brytanii wiele osób korzysta z takiego rodzaju wsparcia. Proces starzenia się społeczeństw wymusza na nas poszukiwanie nowych rozwiązań.

Przed nami ogromne zadanie - o szacunku do człowieka w narodzie świadczy to w jaki sposób traktujemy osoby starsze, chore, słabsze. Tymczasem proszę spojrzeć jakie warunki oferujemy naszym seniorom, ile miejsc jest na oddziałach geriatrycznych, jak opiekujemy się przewlekle chorymi. Pozostawiamy ich często samych. To wynika z naszego podejścia do starszych ludzi: traktujemy ich jakby byli gorsi, jakby przestali być dla nas autorytetem. Jakiś czas temu w internecie krążył list pewnej starszej pani, która dożyła swoich ostatnich dni w  hospicjum. Napisała tam: „widzieliście mnie jako starą, wredną, zgnuśniałą babę, która zrzędziła i była ciągle niezadowolona. Ale pod tą maska kryła się druga, zupełnie inna kobieta”. I opisała kim była i co czuła, jakie miała marzenia, ile jeszcze fajnych rzeczy chciałaby zrobić. Jak bardzo chciała, żeby w tych ostatnich dniach rozmawiano z nią jak z  osobą, do której się ma szacunek, od której można się jeszcze czegoś nauczyć. Nie dało się tego czytać bez wzruszenia.



Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki. Rozumiem