Kobiety Medycyny 2017 | Joanna Rawik | 5 maja 2017, 9:37

Bez wsparcia innych sukces nie byłby możliwy

De Teresa Dobrzańska-Pielichowska uzyskała trzeci w kolejności wynik w plebiscycie Kobiety Medycyny 2017 (1058 oddanych głosów).
fot. archiwum

Dr Teresa Dobrzańska-Pielichowska: lekarz rodzinny i działaczka związkowa w jednym. Niezwykle pracowita, bardzo lubiana przez pacjentów. A przy tym niezwykle skromna. Kolejna Kobieta Medycyny 2017.

Jest Pani lekarzem rodzinnym, pediatrą, wiceprezesem Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie, przewodniczy pani  zespołowi do spraw opiniowania aktów prawnych. Która z tych aktywności jest dla Pani najważniejsza?

Często zastanawiamy się pracując dla takiej organizacji jak Federacja Związków Pracodawców kim jesteśmy bardziej: lekarzem czy pracodawcą i działaczem. Na to pytanie nie można odpowiedzieć jednoznacznie, bo z jednej strony praca zawodowa jako lekarz jest fascynująca i satysfakcjonująca, ale nie mielibyśmy takich sukcesów federacyjnych gdyby nie nasza działalność na rzecz organizacji czyli innych kolegów lekarzy.

Przygotowuje Pani z ramienia Federacji opinie prawne, przesyłane następnie do Sejmu czy ministerstw. Skąd czerpie Pani wiedzę na ten temat, to przecież bardzo zaawansowane zagadnienia? 

Pracujemy w zespole, to moi koledzy czytają wszystkie projekty aktów prawnych, Lubelski Związek Lekarzy Rodzinnych - Pracodawców pod moim nadzorem sporządza odpowiednie opinie prawne dla potrzeb federacji bazując na pracy zespołu ds. opiniowania aktów prawnych w skład którego wchodzą Marek Sobolewski, Tomasz Zieliński, Agnieszka Kalinowska.

Jest Pani liderką kilku zespołów ekspertów o męskim składzie ...

Organem władzy federacji jest zarząd, w którym jestem jedną z dwóch kobiet, faktycznie jednocześnie jestem jedyną kobietą wśród sześcioosobowego zarządu funkcyjnego, jedyną kobietą w zespole negocjacyjnym Federacji.

Czy Pani zdaniem są zajęcia, w których kobiety sprawdzają się lepiej?

Jeżeli chodzi o sprawy zawodowe  wydaje mi się, że to nie jest kwestia płci tylko charakteru.

Jak wygląda Pani „zwykły’ dzień?

Zwykle pracuję w swojej praktyce, przyjmuję pacjentów jak każdy lekarz rodzinny borykając się z różnymi obliczami naszej ochrony zdrowia. Wieczorem przeglądam maile i odpisuję podejmując różne decyzje związane głównie z działalnością organizacji.

Jak udaje się godzić wszystkie te obowiązki z życiem rodzinnym, domowym? Mężczyźni często nie mają takich dylematów...

Dla Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych - Pracodawców  oraz Federacji Porozumienia Zielonogórskiego pracuję od 2004 roku. W tym czasie urosły moje dzieci, obecnie są już dorosłe, a cały czas mnie wspiera mój mąż, to on pomaga mi pogodzić te wszystkie obowiązki. Bez niego nie byłoby to możliwe.





Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki. Rozumiem