Kobiety Medycyny 2017 | Monika Wysocka | 30 kwietnia 2017, 19:25

Pacjent jest dla mnie ważny

Prof. Elżbieta Czkwianianc w Plebiscycie Kobiety Medycyny 2017 uzyskała 1555 głosów
fot. archiwum

Z prof. Elżbietą Czkwianianc kierownikiem Kliniki Gastroenterologii, Alergologii i Pediatrii w Instytucie Centrum Zdrowia Matki i Dziecka w Łodzi rozmawiamy o miłości do specjalizacji, która była dość przypadkowym wyborem, o umiejętności nawiązywania kontaktu z małymi pacjentami i znaczeniu profilaktyki prozdrowotnej w życiu pacjentów.

Skąd zainteresowanie akurat gastroenterologią dziecięcą?

To raczej przypadek. W toku studiów interesowałam się kardiologią i hematologią, byłam nawet przewodniczącą Studenckiego Koła Naukowego o takim profilu. Współpracując jeszcze podczas studiów z Kliniką Chorób Wewnętrznych Kardiologii i Hematologii ówczesnej Akademii Medycznej, miałam po ukończeniu studiów rozpocząć tam pracę etatową. Jednak długa choroba i operacja nie pozwoliły na realizację tych zamierzeń. Wtedy trafiłam do Kliniki Pediatrii, której Kierownik zaproponował mi pracę. To był oddział chorób dzieci o profilu gastroenterologicznym. Niezwykła osobowość i zamiłowanie do działań naukowych mojej ówczesnej szefowej pani profesor Izabeli Płanety-Małeckiej wywarła ogromny wpływ na moje zainteresowania, tym bardziej, że miałam szansę uczyć się gastroenterologii i endoskopii w najlepszych ośrodkach w Polsce i za granicą. Endoskopia przewodu pokarmowego ma charakter zabiegowy, a w toku mojego rozwoju medycznego zawsze podobały mi się dziedziny zabiegowe i terminując staż podyplomowy na chirurgii nie tylko uczestniczyłam w zabiegach operacyjnych przewodu pokarmowego, ale nawet jako główny operator usuwałam wyrostki robaczkowe czy pęcherzyki żółciowe (oczywiście pod nadzorem doświadczonych chirurgów). Tak więc możliwość przeprowadzania zabiegów endoskopowych połączyła moje zamiłowanie do praktyki zabiegowej z nowo rozbudzoną „miłością” do gastroenterologii. Specjalność gastroenterologii dziecięcej powstała dopiero 3 lata temu, jednak już w tam tych latach formalne wykształcenie w dziedzinie pediatrii i gastroenterologii ogólnej pozwoliły realizować moje zainteresowania w chorobach przewodu pokarmowego u dzieci.

Dzieci, szczególnie chore dzieci, bywają bardzo trudnymi i wymagającymi pacjentami. Jakie ma Pani sposoby na to, aby zaczęły z Panią współpracować?

Staram się z nimi rozmawiać jak z pacjentami dorosłymi, używając języka pojęciowego dostosowanego do ich możliwości związanych z ich wiekiem. Staram się, by ich opiekunowie i rodzice tylko uzupełniali wypowiedzi małych pacjentów, a nie odpowiadali za nich. Dziecko, gdy czuje się ważnym partnerem w badaniu lekarskim, jest nie zwykle precyzyjne, uważne i wiarygodne w opowiadaniu o swoich objawach i problemach. U dzieci najmłodszych ważna jest uważna obserwacja ich stanu ogólnego i badanie lekarskie. Zwykle „widać", czy jest chore, czy też niepokój mamy wynika z braku Jej doświadczenia i wiedzy dotyczącej zachowania niemowląt.

W swojej dziedzinie ma Pani duże osiągnięcia, jest Pani członkiem lub członkiem zarządu u wielu Towarzystw, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Czy czuje się Pani spełniona zawodowo, czy ma Pani jeszcze jeszcze jakieś zawodowe marzenia?

Oczywiście, że mam marzenia. Bez tego nie byłoby chęci do dalszego rozwoju, wprowadzania nowatorskich metod, chęci uczenia młodszych kolegów. Nadal bardzo się staram by ośrodek, w którym pracuję był dobrze i jak najbardziej nowocześnie wyposażony, a młodzi lekarze byli najlepiej wykształconymi. Każdy z Nich ma szansę na uczenie się dobrych relacji z pacjentami, jak najlepszego zastosowania swojej wiedzy i odpowiedniego postępowania lekarskiego. Postęp w medycynie dzieje się każdego dnia i naprawdę trudno jest za nim nadążyć. Uczymy się więc codziennie i każdego dnia nabywamy nowej wiedzy i nowych doświadczeń.

Jest Pani zwolenniczką leczenia niektórych nieprawidłowości za pomocą żywienia i probiotyków. Łatwo było przebić się z takimi tezami? Czy innym lekarzom nie wydają się za mało naukowe?

Lekarze, zwłaszcza młodzi nie rozumieją jeszcze profilaktyki prozdrowotnej. Nawet Ci doświadczeni lekarze często miewają stare nawyki nadmiernego stosowania antybiotyków. Poczytuję sobie za jeden z małych sukcesów znaczne zmniejszenie stosowania antybiotyków w terapii infekcji u dzieci leczonych w klinice oraz skrócenie czasu ich leczenia w szpitalu. Ten sposób postępowania (tzw. leczenie sekwencyjne - dożylne w szpitalu a po opanowaniu stanu ciężkiego doustne w domu) zmniejsza liczbę ryzyko zakażeń szpitalnych.

Młodzi lekarze, nie mając doświadczenia, zwykle nie mają zaufania do swoich obserwacji i polegają głównie na badaniach dodatkowych. Nawet sama nazwa „dodatkowe” sugeruje, że badania laboratoryjne stanowią dodatek do rozmowy z pacjentem i badania przedmiotowego. Nie należy sprowadzać roli lekarza do przepisywania recept i zlecania badań dodatkowych. Codziennie tłumaczę członkom mojego zespołu, że uważna obserwacja i  szczegółowe wywiady lekarskie stanowią o wyrobieniu sobie poglądu na temat potencjalnej przyczyny objawów u pacjenta. Badania dodatkowe powinny być tak dobrane, by pozwoliły upewnić się w naszych przypuszczeniach, bądź by różnicować z innymi rzadkimi przyczynami niedomagań u chorych. Jeśli jednak nie wszyscy lekarze to rozumieją, to co dopiero pacjenci, a zwłaszcza rodzice czy opiekunowie dziecka, przepełnieni obawą o zdrowie i życie swoich pociech. Nie rozumieją tego również urzędnicy, którzy organizują nasze życie zawodowe, próbując wszystkie czynności  lekarza opisać i zapisać w formie urzędowej. Jeśli udokumentuję w formie zapisu, że podczas wizyty pacjenta wszystko zrobiłam zgodnie z zasadami, to braknie czasu na nawiązanie kontaktu z dzieckiem, które nie będzie chciało współpracować ze strachu przed nieznanym i wówczas nawet najlepiej opisane badanie może nie odpowiadać rzetelności i prawdzie. Czy lekarz jest więc nadal zawodem zaufania publicznego? Czy pacjenci mając oczekiwania roszczeniowe mają świadomość, że budzą w lekarzach postępowania asekuranckie, a nie dociekliwe?

Kobiety w dzisiejszych czasach muszą pełnić wiele ról równocześnie. Lekarz to wyjątkowo absorbujący zawód. Jak udaje się Pani godzić te obowiązki z domowymi i rodzinnymi?

Nie udaje się. Jednak zawsze myślę tak samo, jeśli pacjentowi z mojej winy, braku uwagi czy też pośpiechu stanie się jakieś nieszczęście, to  potem oddałabym wszystko co mam, by tę sytuację odwrócić. Najbardziej doświadczyły tego moje dzieci, żadne nie studiowało medycyny, ale mają szczęśliwe rodziny własne lub życie jakie sobie wybrały. Myślę, że rodziny i dzieci lekarzy mogły by stanowić bardzo interesujący temat psychologicznych badań i rozprawy naukowej. Tu też chciałabym podkreślić, że kultura osobista oraz niezwykła wyrozumiałość, a także pomoc w codziennych obowiązkach mojego męża - nie lekarza (na szczęście!), jest niezwykle pomocna i pozwala znieść różne obciążenia.
Niestety pacjenci, a nawet dzieci czasem umierają, a nasze życie lekarskie składa się z satysfakcji ratowania zdrowia i życia, ale też z obcowania (oby zawsze godnego) z ciężkimi chorobami i ze śmiercią. Nie wiem, czy społeczeństwo to rozumie i czy ma właściwy poziom akceptacji tej strony życia lekarskiego. Aktualne, bardzo liczne procesy i pozwy lekarzy nie pozwalają w to wierzyć. Obawiam się, że w tym zacietrzewieniu idziemy w stronę wzmocnienia asekuracji u lekarzy, którzy w obawie o siebie i swoje rodziny, a nie o pacjenta, trzymają się podawania leków, nie tłumaczą na czym polega właściwe postępowanie żywieniowe czy prowadzenie odpowiedniego trybu życia.

Ani twarde wyroki lekarskie, ani zbyt optymistyczne podejście do złej prognozy lekarskiej, co do zdrowia i życia nie są w moim odczuciu właściwe. Staram się mówić prawdę pacjentom (biologii nie da się oszukać), jednocześnie podkreślając, że dzisiejsza nasza wiedza jutro może okazać się wczorajszą. Staram się w każdej nawet najgorszej sytuacji być po stronie pacjenta, tak by miał odczucie, że jestem Nim zainteresowana, że w jakiejś części przejmuję nad Nim opiekę, że jest dla mnie Ważny. Z drugiej strony z pokorą informuję Go, że nie wszystko da się zdiagnozować, a tym bardziej wyleczyć i zawsze staram się w tych sytuacjach kierować pacjenta do lepszych, właściwych specjalistów, czy też do ośrodków o większych możliwościach diagnostycznych czy leczniczych.



Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki. Rozumiem