Kobiety Medycyny 2017 | jr | 27 kwietnia 2017, 0:20

Po prostu lubię ludzi

Dr Mariola Kosowicz zajęła 4 miejsce w Plebiscycie Kobiety Medycyny 2017. Głosy oddało na Nią 896 osób.
fot. archiwum

Z dr Mariolą Kosowicz, jedną z pięciu najwyżej ocenionych w tegorocznym plebiscycie Kobiety Medycyny pań o tym jak udaje jej się być tak pogodną osobą stykając się codziennie z ludzkim cierpieniem i co robi, żeby nie zwariować od cudzych problemów, rozmawiała Joanna Rawik.

Czym zajmujesz się na co dzień?

Na co dzień kieruję Poradnią Psychoonkologii przy Centrum Onkologii w Warszawie i zajmuję się terapią osób chorych przewlekle i ich rodzin. W prywatnej praktyce prowadzę psychoterapię par w kryzysie i osób z depresją i zaburzeniami osobowości. Wykładam i pracuję naukowo.  

Pomagasz ludziom z bardzo różnymi problemami. Co ich łączy?

Każdy człowiek, z którym się  spotykam w relacji terapeutycznej, przynosi ze sobą swój kawałek cierpienia. Ktoś dowiaduje się, że zachorował na ciężką chorobę, ktoś inny, że nie ma już dla niego możliwości leczenia przyczynowego i jego czas się kurczy, a jeszcze ktoś inny nie może poradzić sobie ze zdradą, konfliktami rodzinnymi, samotnością, depresją, która zabiera mu świat. Każda z tych osób cierpi i nie wolno tego cierpienia wartościować.

Każda z tych chorób wymaga pogłębionej wiedzy, jak ją zdobywasz?

Tak naprawdę , nie miałam być psychologiem. Bardziej szłam w kierunku historii sztuki, filozofii. Życie, potoczyło się inaczej i dzisiaj wiem, że to był najlepszy wybór. Z perspektywy czasu, wiem, że wszystkie historie w moim życiu przygotowywały mnie do pracy z cierpieniem.  Kiedy zaczęłam pracę kliniczną z osobami chorymi na nowotwór, to bardzo szybko wiedziałam, że poza specjalizacją z psychologii klinicznej muszę skończyć szkołę psychoterapii. I tak się stało. Jestem terapeutą systemowym i jest mi łatwiej pracować z osobami chorymi i ich rodzinami. Ponadto w moim zawodzie wymagana jest superwizja, gdzie ciągle ktoś sprawdza moje umiejętności. Mam to szczęście, że pracuję z osobami chorymi na różne choroby przewlekle m in. SM, hemofilie, WZW-C, HIV, cukrzycę i dzięki temu ciągle musze pogłębiać swoją wiedzę na temat tych chorób.  Szczerze mówiąc, czym dłużej pracuję, tym więcej mam pokory wobec swoich  ograniczeń.

Która z twoich aktywności zawodowych jest dla Ciebie najważniejsza?

Moja praca dotyka najwrażliwszych aspektów życia wielu ludzi. Ludzie dzielą się ze mną swoimi najbardziej intymnymi przeżyciami i traktuję to jako wielkie wyróżnienie. Po niektórych rozmowach szczególnie czuję, że wydarzyło się coś naprawdę ważnego i dziękuję Bogu, że dane mi było być częścią tego  wydarzenia.
Bardzo cenię  sobie również pracę jako wykładowca. To niesamowite uczucie kiedy można poszerzać wiedze innych ludzi, dzięki której stają się oni  nie tylko bardziej świadomi w pracy z drugim człowiekiem, ale dokonują zmian w swoim życiu.    

Codziennie stykasz się z ludzkim cierpieniem, problemami, sytuacjami tragicznymi. Jak to robisz, że jesteś taką pogodną, pozytywną osobą? Jakie masz sposoby, żeby nie zwariować od cudzych problemów?

Lubię ludzi i życie. Staram się znajdować powody do radości. Jestem jednak świadoma, że za pracę z cierpieniem płaci się  wysoką cenę. Czym jestem starsza, tym bardziej tego doświadczam. Czasami zazdroszczę osobom, które mają mniejszą świadomość, jak bardzo życie jest kruche. Czuję się wolną osobą. Moja wolność, to moje wybory i świadomość, że nie ma obiektywnego świata, a więc unikam szybkich ocen.  

Czy to możliwe aby nie przenosić historii zasłyszanych w gabinecie do domu, nie myśleć o nich w wolnym czasie?

Nie do końca. Są sytuacje kiedy nie da się zapomnieć, o tym, co się wydarzyło. Niedawno byłam przy śmierci 20 letniej kobiety. Jej  matka nie mogła wybaczyć sobie, że przez ostatnie dwa lata były skłócone i jej reakcja na śmierć córki zostanie w mojej pamięci na zawsze. Czasami muszę o tym porozmawiać, a czasami muszę to wypłakać.  

Jak godzisz swoją aktywność zawodową z życiem rodzinnym, domowym? Czy można to nazwać umiejętnością?

Ciągle uczę się równoważyć życie osobiste i zawodowe. Moja praca pochłania bardzo dużo czasu i energii. Jestem świadoma, że sama nie dałabym rady. Mam naprawdę fajną i zgraną rodzinę. Nie mogłabym zrealizować wielu planów gdyby nie pomoc mojego męża i doping moich dzieci. Moją wielką radością jest mój mały wnuk Maurycy. Działa na mnie jak balsam. Zawsze wiedziałam, że życie osobiste jest dla mnie jak akumulator, dzięki któremu mam energię by działać. Miałam też wielkie szczęście spotkać na swojej drodze bardzo mądrych ludzi, od których mogłam się uczyć, co  naprawdę jest ważne w życiu i jak być uważnym na drugiego człowieka.

Czy kobiety i mężczyźni różnią się w tych kwestiach, czy o powodzeniu w tych umiejętnościach decyduje raczej charakter?

To w jaki sposób równoważymy życie zawodowe i osobiste zależy od bardzo wielu czynników. Nie mam przekonania, że zależy to płci. Często czynnikiem zaburzającym tę równowagę jest chęć udowadniania sobie i innym swojej wartości, wtedy praca staje się głównym filarem życia. Nierzadko konflikty w rodzinie stają się powodem ucieczki w pracę i powstaje błędne koło. Pracowałam kiedyś w hospicjum i wiem, że na koniec życia mało kto żałuje, że za mało pracował. Natomiast wiele osób nie może sobie wybaczyć, że zabrakło im czasu na życie osobiste!




Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki. Rozumiem