Nowoczesne technologie | Iza Szumielewicz | 22 lutego 2017, 23:44

Nietrzymanie moczu da się leczyć!

Teresa Bodzak
fot. Iza Szumielewicz

Około czterech milionów Polaków cierpi z powodu nietrzymania moczu. W naszej kulturze to bardzo wstydliwy problem. Ale da się go wyeliminować. Nowoczesne technologie pozwalają na powrót do normalności nawet tym, którym nie pomogły tradycyjne sposoby leczenia.

Teresa Bodzak (l.59) zmaga się z nietrzymaniem moczu już prawie 40 lat. Problem pojawił się po pierwszym porodzie, a nasilił po drugim. "Zaczęłam wycofywać się z różnych przestrzeni życiowych, jak chodzenie do teatru czy kina. Nie chciałam przeszkadzać ludziom w oglądaniu seansu, a wiedziałam, że będę musiała wyjść do toalety. Zaczęłam nosić ciemne ubrania z uwagi na to, że mniej widać plamy. Miałam obsesję na punkcie zapachu. Niezbędnym wyposażeniem mojej torebki stały się podpaski, dezodoranty i perfumy. Przestałam też chodzić na spotkania towarzyskie. W pewnym momencie zaczęłam się też wycofywać z życia intymnego, o co mąż miał do mnie pretensje. Wpadłam w depresję"  – wspomina pani Teresa i dodaje, że pomogły jej dopiero wizyty u psychologa.

Psycholog obowiązkowo

Nietrzymanie moczu to bardzo wstydliwy problem. "W okresie dziecięcym jesteśmy chwaleni, jeśli uda się nam załatwić do nocnika, ale później, kiedy mamy już nad czynnościami fizjologicznymi kontrolę, a przydarzy się taki incydent, na przykład w przedszkolu, to jesteśmy wyśmiewani przez kolegów, spotykamy się z krytyką. Moczenie się jest bardzo źle odbierane. Ten wstyd jest przenoszony na kolejne lata, na okres dojrzałości. Dlatego pacjenci nie lubią o tym mówić, nawet lekarzom" – tłumaczy dr n. med. Leonard Szafraniec, konsultant ds. psychologii klinicznej w województwie łódzkim. Dodaje, że rolą psychologa jest pokazać różne rozwiązania i uświadomić pacjentowi, że wiele osób ma taki sam problem. To w pewien sposób łagodzi wstyd, choć go nie eliminuje – zaznacza dr Szafraniec i podkreśla, że fizjologiczne nietrzymanie moczu bardzo negatywnie wpływa na samoocenę. "Pacjenci ukrywają swój problem przed najbliższymi, nawet swoimi partnerami. To rodzi napięcie, lęk. Po pewnym czasie, jeśli pacjent nie jest leczony, a objawy się utrzymują, mogą wystąpić objawy depresyjne, ograniczenie bądź wycofanie z życia społecznego, zamknięcie się w domu. Czasami nawet z powodu tej dolegliwości pacjenci rezygnują z pracy" – wyjaśnia dr Szafraniec.

Teresa Bodzak długo nie wiedziała, że jest chora. "Wiedzę zdobyłam dopiero dzięki stowarzyszeniu UroConti, które kładzie duży nacisk na edukację. Przekonałam się, jak wiele kobiet ma taki sam problem jak ja. Dowiedziałam się też, że takie dolegliwości można leczyć, stosując odpowiednie ćwiczenia, i że są środki, które pochłaniają zapach moczu. Dopiero potem trafiłam do lekarzy" – mówi pani Teresa. Diagnoza brzmiała: mieszany typ nietrzymania moczu - wysiłkowy i z powodu pęcherza nadreaktywnego.

Choroba powszechna

Wbrew obiegowym opiniom nietrzymanie moczu to nie tylko problem kobiet. "To schorzenie zależy przede wszystkim od wieku. Im starszy pacjent, tym większe ryzyko. W grupie kobiet do 35. roku życia odsetek wynosi zaledwie kilka procent. Ale już wśród pań po 65. roku życia nietrzymaniem może być dotknięta grupa nawet do 35 proc. Najczęściej występuje wysiłkowe nietrzymanie moczu – podczas niewielkiego wysiłku: kaszlu, czy śmiechu. Rzadsza postać to nietrzymanie moczu z parcia. Zdarza się to w przebiegu zespołu pęcherza nadreaktywnego. Istnieje też postać mieszana wyżej wymienionych rodzajów" – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Marek Sosnowski, Kierownik I Kliniki Urologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Łodzi, były konsultant krajowy ds. urologii. "Nietrzymanie moczu może być spowodowane niewydolnością mięśni dna miednicy, mięśni zwieracza cewki moczowej, nadmiernym piciem kawy lub alkoholu albo też paleniem papierosów. Czynnikami ryzyka są wiek i otyłość przy BMI powyżej 30. Wiele postaci nietrzymania moczu, na przykład z parcia przebiega w wyniku postępujących schorzeń neurologicznych, jak np. stwardnienie rozsiane. Nietrzymanie moczu może też wystąpić w przebiegu cukrzycy, kiedy dochodzi do zwyrodnienia nerwów, unerwiających pęcherz moczowy. Nietrzymanie moczu może też być skutkiem wypadków i urazów kręgosłupa, kiedy dochodzi do dyssynergii zwieraczowo-wypieraczowej" – tłumaczy prof. Sosnowski.

To się leczy!

Wybór metody leczenia nietrzymania moczu zależy od stopnia nasilenia schorzenia. "Początkowe stopnie nietrzymania moczu zawsze powinno się leczyć zachowawczo. Zalecana jest zmiana diety, trybu życia, schudnięcie, rzucenie palenia, ograniczenie kawy czy alkoholu, ćwiczenia mięśni dna miednicy pod okiem wykwalifikowanych fizjoterapeutów. Zalecany jest też biofeedback, czyli trenowanie m. wypieracza pęcherza. Pacjent stara się wtedy jak najdłużej wytrzymać uczucie parcia i ćwiczyć pęcherz, żeby utrzymywał mocz jak najdłużej" – wyjaśnia prof. Sosnowski. Jeśli ćwiczenia nie pomagają, wdrażane jest leczenie farmakologiczne, lekami hamującymi skurcze pęcherza. "W leczeniu zespołu pęcherza nadreaktywnego można w ten sposób uzyskać poprawę nawet do 70 procent. Leczenie farmakologiczne jest skuteczne również w mieszanej postaci nietrzymania moczu "– mówi prof. Sosnowski, ale zaznacza, że leczenie farmakologiczne jest bezskuteczne, gdy chodzi o wysiłkowe nietrzymanie moczu. W tym przypadku w razie niepowodzenia leczenia fizjoterapeutycznego rozważany jest zabieg chirurgiczny. Tak było w przypadku Teresy Bodzak. "Poddałam się przezpochwowemu zabiegowi założenia taśmy wokół cewki moczowej. To przyniosło mi ogromną ulgę i poprawę komfortu życia. Nie musiałam już cały czas myśleć o swoim problemie. Nie musiałam się też w kółko za siebie oglądać. Wysiłkowe nietrzymanie moczu co prawda ustąpiło, ale pozostał pęcherz nadreaktywny" – mówi pan i Teresa i podkreśla, że i na ten problem są terapie.
Potwierdza to prof. Sosnowski. "W przypadku nietrzymania moczu z parcia mamy do wyboru dwa zabiegi: podanie toksyny botulinowej do pęcherza poprzez wstrzyknięcia (20 wstrzyknięć po 200 mg). Jest to zabieg refundowany przez NFZ. Drugi rodzaj zabiegu to neuromodulacja. Wszczepiamy pod skórę w górną część pośladka neuromodulator, który stymulując nerwy krzyżowe reguluje stopień napięcia pęcherza i przywraca fizjologię, czyli odpowiednio utrzymuje napięcie zwieracza cewki i wypieracza moczu pęcherza oraz reguluje wydalanie moczu" – opowiada prof. Sosnowski. Dla doświadczonego urologa zabieg neuromodulacji nie jest trudny. Trwa około 40 minut. Pacjent wychodzi do domu dzień po zabiegu.

Odzyskać pewność siebie

Teresa Bodzak na tyle uporała się ze swoim problemem, że teraz w nocy do toalety chodzi nie częściej niż trzy razy. - Przynajmniej jestem już w stanie do niej dojść. Jest o niebo lepiej. Kiedyś, kiedy jeszcze nie ćwiczyłam techniki wydłużania pomiędzy mikcjami musiałam wstawać co godzinę – mówi pani Teresa i radzi innym kobietom, żeby nie popełniały jej błędu, żeby nie ukrywały swojego problemu. - To żaden wstyd. To choroba, jak każda inna. Można coś z tym zrobić i nie cierpieć. Ja, ukrywając się tyle lat, cierpiałam sama.


Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki. Rozumiem