FAKTY | Iza Szumielewicz | 5 stycznia 2017, 7:55

Głęboka stymulacja mózgu w leczeniu choroby Parkinsona

Głęboka stymulacja mózgu polega na wszczepieniu cienkiej jak włos elektrody do nadmiernie pobudzonych przez chorobę struktur mózgu.
fot. Medtronic

Na chorobę Parkinsona cierpi ponad sześćdziesiąt tysięcy Polaków. W zaawansowanym stadium tej choroby leki mogą nie wystarczyć. W takiej sytuacji ogromną pomocą może się okazać głęboka stymulacja mózgu (DBS).

Jerzy Kamionowski, literaturoznawca i wykładowca akademicki na Uniwersytecie w Białymstoku zauważył u siebie pierwsze niepokojące objawy w 2009 roku.
„Któregoś dnia obudziłem się z lekkim drżeniem lewej ręki. Moja żona Ania zaobserwowała, że ręka drżała mi, kiedy jeszcze spałem. Zrzuciliśmy to jednak na karb stresu, związanego z pisaniem książki habilitacyjnej” – opowiada pan Jerzy i dodaje, że sześć lat pracy nad habilitacją kosztowało go mnóstwo stresu. 
Na początku lekarze uspokajali go, że to na pewno nie choroba Parkinsona, tylko drżenie samoistne. Właściwa diagnoza przyszła dopiero po ponad roku. Pan Jerzy zaczął przyjmować lewodopę; to prekursor dopaminy, neuroprzekaźnika, produkowanego przez zaatakowaną chorobą Parkinsona tzw. istotę czarną w mózgu.

Istota choroby

„Choroba Parkinsona to choroba neurodegeneracyjna, która polega na zwyrodnieniu komórek nerwowych. Prowadzi do zaburzeń ruchowych (np. spowolnienie, sztywność czy drżenie) oraz pozaruchowych (np. zaparcia, zaburzenia węchowe, depresja, zaburzenia snu). Kiedyś przypisywano ją wyłącznie obumieraniu komórek tzw. istoty czarnej, które produkują dopaminę i odpowiadają za główne objawy ruchowe choroby Parkinsona. Teraz już jednak wiemy, że w tej chorobie jest bardzo wiele objawów pozaruchowych i one są związane z degeneracją innych neuronów. To choroba rozsiana; dotyczy właściwie całego mózgu, ale i obwodowego układu nerwowego” – tłumaczy dr hab. Dariusz Koziorowski, prezes Polskiego Towarzystwa Choroby Parkinsona i Innych Zaburzeń Ruchowych.
Zwykle choroba zaczyna się w szóstej dekadzie życia, ale są pacjenci, u których pierwsze objawy pojawiają się nawet w okolicach dwudziestki. Zazwyczaj są to bardzo subtelne objawy i to pozaruchowe. Mogą to być zaburzenia depresyjne, węchowe, czy zaparcia. Dominują takie objawy, które występują u dużej części społeczeństwa, a nie są związane z chorobą Parkinsona. Jeśli chodzi o objawy ruchowe, to niewątpliwie choroba zaczyna się asymetrycznie i subtelnie. Objawy dotyczą jednej połowy ciała: jednostronne drżenie czy gorsza sprawność, trudności w pisaniu polegające na tym, że litery stają się coraz drobniejsze” – opisuje dr hab. Dariusz Koziorowski.

Kiedy leki zawodzą

Podstawową metodą leczenia choroby Parkinsona jest farmakoterapia, oparta na wspomnianej lewodopie. Problem w tym, że wraz ze wzrostem dawek leku rośnie ryzyko wystąpienia dyskinez – mimowolnych ruchów, które są bardzo męczące dla pacjenta, a nawet potrafią go wykluczyć z życia społecznego. Medycyna jednak potrafi i temu zaradzić.
„W przypadku braku efektywności leków myślimy o leczeniu bardziej inwazyjnym: ablacji, głębokiej stymulacji mózgu (DBS), a obecnie również o terapiach infuzyjnych, czyli stałym wlewie leków do przewodu pokarmowego albo podskórnie. Należy podkreślić, że leczenie operacyjne nie wyklucza dalszej farmakoterapii” – wyjaśnia neurochirurg prof. nadzw. COI Tomasz Mandat, konsultant w Klinice Neurochirurgii Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.
Pan Jerzy został jego pacjentem. Został zakwalifikowany do zabiegu głębokiej stymulacji mózgu (DBS), która w przeciwieństwie do terapii infuzyjnych jest w Polsce refundowana. 
„U prawidłowo zakwalifikowanego pacjenta jest duże prawdopodobieństwo poprawy jakości życia. A nawet, jeśli pacjent nie będzie zadowolony z efektu, możemy cały ten system wraz z elektrodami usunąć. Jedyną widoczną konsekwencją takich dwóch zabiegów będą blizny na skórze głowy (wielkości mniej więcej dwóch i pół centymetra – przyp. red.) w okolicy czołowej – symetrycznie, ale już za linią włosów. Jak włosy odrastają, blizn nie widać” – uśmiecha się prof. Mandat.
Dla pana Jerzego to niska cena za poprawę komfortu życia. „W ostatnich kilku miesiącach włączyły się również objawy dotyczące lewej nogi. Problem dotyczy też barków, szyi, twarzy. Jak spada mi poziom lewodopy, to zaczynam mieć maskowatą twarz, górnymi zębami zagryzam dolną wargę, spłyca mi się oddech i mówię bardzo cicho. Sylwetka jest wtedy bardzo charakterystyczna dla choroby Parkinsona – przygarbiona, przygięte nogi, robotyczny chód. Spontaniczność ruchowa jest bardzo zakłócona” – opisuje swój stan pan Jerzy. 

Jak działa DBS?

Głęboka stymulacja mózgu polega na wszczepieniu cienkiej jak włos elektrody do nadmiernie pobudzonych przez chorobę struktur mózgu.
„De facto głęboka stymulacja nie jest stymulacją, tylko blokadą. Zahamowujemy grupy neuronów, które są patologicznie wzbudzane w przebiegu tej choroby i uzyskujemy poprawę, gdy chodzi o drżenie, spowolnienie ruchowe i sztywność. Dzięki tej metodzie udaje się również zmniejszyć dyskinezy i zredukować dawki stosowanych leków, a co za tym idzie poprawić jakość życia pacjenta. Jest wiele badań, które potwierdzają, że ta metoda jest skuteczna i bezpieczna” – mówi dr hab. Dariusz Koziorowski i dodaje, że przy doświadczonym zespole zabieg trwa około dwóch godzin. Odbywa się w znieczuleniu miejscowym. Chory jest przytomny, ponieważ musi współpracować. Po wprowadzeniu mikroelektrody do mózgu przeprowadza się badanie elektrofizjologiczne i śródoperacyjną stymulację próbną.
„Sprawdzamy nie tylko, czy objawy ustępują, ale też czy w ich miejsce nie pojawiają się jakieś działania niepożądane, na przykład skurcze mięśni. Na ostatni etap zabiegu, kiedy pod skórę wprowadza się kable, które mają połączyć elektrodę z puszką stymulatora, wszczepianą w okolicę obojczyka pacjent jest usypiany ponieważ jest to najbardziej bolesna część zabiegu – dodaje dr hab. Dariusz Koziorowski.

Kto może skorzystać?

Głęboka stymulacja mózgu nie jest zabiegiem dla wszystkich chorych.
„Najważniejsza jest odpowiednia kwalifikacja pacjenta. W atypowym parkinsonizmie, który de facto chorobą Parkinsona nie jest, głęboka stymulacja mózgu nie zadziała. Do zabiegu DBS nie powinno się kwalifikować również pacjenta, który ma zaburzenia poznawcze na poziomie otępienia oraz duże zaburzenia mowy i równowagi. Pacjent, który może skorzystać na DBS to pacjent, który dobrze reaguje na klasyczne leczenie farmakologiczne. Można by zapytać, po co więc jeszcze DBS? A po to, że taki pacjent bardzo często ma fluktuacje stanu ruchowego, co jest bardzo uciążliwe. Pojawia się ból, drażliwość, dyskomfort i dyskinezy, które potrafią wykluczyć pacjenta z życia społecznego. Przypominam tylko, że Jana Pawła II nigdy nie widzieliśmy, kiedy miał dyskinezy” – zauważa dr hab. Dariusz Koziorowski.

Zdobyć wulkan

Pan Jerzy marzy, żeby po zabiegu wrócić do pływania i gór. „Czuję się dobrze, jak dwa razy w tygodniu przepłynę 1500 metrów. Teraz to całkowicie poza moim zasięgiem” – kręci głową i wyjawia swoją drugą pasję – zdobywanie wulkanów. Był już na Pico Viejo (3135 m n.p.m. - przyp. redakcji) na Teneryfie i na Pico na Azorach (najwyższy szczyt Portugalii, 2351 m. n.p.m. – przyp. redakcji).
„Przyznam, że dla osoby z chorobą Parkinsona taka góra to już duże wyzwanie. Człowiek znacznie szybciej się męczy. Po wspinaczce na Pico byłem zmuszony dwa dni odpoczywać” – przyznaje pan Jerzy i zdradza, że po operacji będzie mierzyć wyżej. Chce zdobyć najwyższy szczyt Hiszpanii, mierzący 3718 m. n.p.m. wulkan Teide na Teneryfie.

O głębokiej stymulacji mózgu będzie mowa w programie „Po prostu zdrowie” w TVP1. Emisja: 9 stycznia o godz. 8:30.



Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki. Rozumiem