WYWIAD | Ewa Szarkowska | 17 sierpnia 2015, 10:07

Potrzebne wyższe płace i rezydentury


fot. NIPiP

O konieczności wprowadzenia równoważników etatów pielęgniarskich na łóżko w rozporządzeniach koszykowych i etatów rezydenckich dla pielęgniarek i położnych, a także o potrzebie uregulowania wynagrodzeń z prezes NRPiP dr n. med. Grażyną Rogalą-Pawelczyk rozmawia Ewa Szarkowska.

Jak Pani ocenia tempo prac w zespole analizującym rozporządzenia koszykowe pod kątem niezbędnej obsady pielęgniarek i położnych w szpitalach?

Zespół ma zakończyć pracę w końcem sierpnia. Rozmowy przebiegają sprawnie, więc wydaje się, że termin ten zostanie dotrzymany. Praktycznie zakończyliśmy wpisywanie równoważników etatów pielęgniarskich na łóżko w rozporządzeniu koszykowym obejmującym lecznictwo szpitalne i psychiatrię.

Ale czy mamy wystarczającą liczbę pielęgniarek i położnych, aby wdrożyć w życie ustalone przez zespół współczynniki?


Z globalnego zestawienia wynika, że niedobory pielęgniarek i położnych są dość duże, ale jeszcze jest możliwość wprowadzenia tych zapisów. Są oczywiście regiony i specjalności, gdzie te niedobory są większe, ale tam byłoby oczywiście odpowiednie vacatio legis tak, aby dyrektorzy szpitali mogli przygotować się do ewentualnego zatrudnienia brakującej liczby pielęgniarek lub  położnych. Nawet gdyby to było 3 lata, to nic się nie stanie, gdyż tyle trwa obecny cykl kształcenia pielęgniarek i położnych na poziomie licencjackim. Najtrudniej będzie w psychiatrii i w medycynie szkolnej, bo tam tych specjalistek jest coraz mniej.
Uporządkowania wymaga także kwestia zatrudnienia pielęgniarek i położnych zgodnie z posiadanymi kwalifikacjami, bo obecnie zdarza się, że położna pracuje na przykład na internie, a pielęgniarka na oddziale ginekologicznym. 

Jest tylko jedno ale. Rozporządzenia koszykowe z określonymi współczynnikami zatrudnienia pielęgniarek muszą poprzeć pracodawcy.

Rzeczywiście, istnieje ryzyko, że w konsultacjach zewnętrznych pracodawcy zgłoszą negatywne opinie i nie uda się uwzględnić wypracowanych przez zespół zmian. Jeśli jednak do tego dojdzie, pojawi się fala protestów, ponieważ nie możemy sobie na to pozwolić. Obecnie Polska ma jeden z najniższych wskaźników zatrudnienia pielęgniarek na 1000 mieszkańców – wynosi on zaledwie 5,4. A przecież są regiony w Polsce, gdzie ten wskaźnik wynosi poniżej 4. Wdrożenie równoważników zatrudnienia w zaproponowanym trybie z odpowiednim vacatio legis jest możliwe i bezpieczne także z punktu widzenia dyrektora szpitala. Zwłaszcza, jeśli pojawią się postulowane przez nas rezydentury dla pielęgniarek i położnych.

Czy tylko z tego powodu etaty rezydenckie rzeczywiście są takie ważne?


Rezydentury to nie tylko sposób na odnowienie kadry pielęgniarek i położnych, ale na zatrzymanie jej w kraju. Dlatego proponujemy nadal, aby pan minister rozważył ich wprowadzenie. Skoro mają być wspierane uczelnie wyższe i uniwersytety kształcące pielęgniarki i położne, skoro mają być wspierane szpitale w zakresie zajęć praktycznych i praktyk zawodowych, to może warto byłoby zaproponować absolwentom pielęgniarstwa pracę na podobnych zasadach jak lekarzom. Wtedy wiele osób zostanie w kraju, bo będą mieli świadomość zagwarantowanej pracy. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sfinansować na przykład 100 rezydentur dla najbardziej obecnie newralgicznej psychiatrii. Wówczas młodzież, która skończy szkołę, mogłaby tam rozpoczynać pracę i już by została, bo to będą osoby zainteresowane psychiatrią.

Minister zdrowia obiecuje, że do końca 2017 r. na podwyżki wynagrodzeń pielęgniarkom i położnym zostanie przeznaczonych 1,5 mld zł.


Dla nas to nie jest podwyżka, ponieważ obiecywana kwota 600 zł brutto, którą pielęgniarka ma dostawać do końca 2017 roku, nie będzie wliczana do podstawy wynagrodzenia. To nie powinny być żadne dodatkowe pieniądze, bo te za chwile się skończą i co dalej? Resort powinien powiedzieć uczciwie: mamy tylko tyle, ale dajemy wam to do podstawy wynagrodzenia, w pierwszym roku na przykład  500 zł, w drugim kolejne 500 zł i tak dalej, ale jako stały element wynagrodzenia. Wtedy miałoby to perspektywę przetrwania.

Podział dodatkowych pieniędzy dla pielęgniarek i położnych ma odbywać się w konkretnym podmiocie leczniczym. Czy to dobry pomysł?


Absolutnie to nie powinno być przekazywane na poziom zarządczy dyrektora podmiotu. Te pieniądze powinny być podzielone na górze według jednolitych kryteriów tak, żeby rzeczywiście te środki wsparły tylko pielęgniarki i położne.


Pani zdaniem może być inaczej?


Teoretycznie zwiększone środki mają zostać przekazanie do podmiotów dla pielęgniarek i położnych. O ile w przypadku publicznych poradni i szpitali sprawa będzie prosta, to już w przypadku dużych NZOZ-ów nie ma pewności, że pieniądze otrzymają pielęgniarki i położne, bo właściciel spółki może uznać, że podzieli je dowolnie. W przypadku stawek kapitacyjnych też mogą być kłopoty. Jeśli to jest jednoosobowa lub grupowa praktyka pielęgniarska – sprawa jest czysta. Ale w przypadku dużych praktyk to już nie tak oczywiste – nastąpi wzrost stawki na pacjenta, ale w tym jest wszystko – pensje, badania, koszty administracyjne…

Dodatkowe pieniądze mają dostać tylko pielęgniarki i położne , które pracują w ramach kontraktu z NFZ…


I to nam się bardzo nie podoba. Podwyżka nie obejmuje pielęgniarek pracujących w Domach Pomocy Społecznej i zakładach opiekuńczych, sanepidzie, stacjach krwiodawstwa, placówkach wychowawczych, izbach małego dziecka, izbach policyjnych czy więziennictwie. W sumie to jest kilkanaście tysięcy osób.

A co obietnicą Bartosza Arłukowicza, że będą wycenione niektóre procedury? 

Niestety, nic się nie dzieje w tym względzie. Wciąż oczekujemy wskazania świadczeń pielęgniarskich, które powinny zostać wycenione i uwzględniane w kontraktach NFZ. Na przykład leczenie odleżyn do III stopnia to jest konkretna procedura, ona powinna być wyceniona i wyszczególniona w kontrakcie tak jak na przykład porada recepturowa lekarza. Niech to będzie tylko kilka czy kilkanaście świadczeń, ale niech one stanowią jakąś wartość z kontraktu. Trzeba wycenić pracę pielęgniarek, żeby pokazać, że one też zarabiają konkretne pieniądze dla szpitala.

Podczas trwających właśnie prac nad nowelizacją ustawy o zawodzie pielęgniarki i położnej samorząd zawodowy podjął próbę wprowadzenia zapisu o minimalnym wynagrodzeniu.
 
Ustalenie minimalnego wynagrodzenie dla pielęgniarek i położnych w odniesieniu do średniego wynagrodzenia to jeden z postulatów „ białego miasteczka”. Zaproponowaliśmy, żeby pielęgniarka i położna zarabiała 1,5 krotność  średniej krajowej pensji , osoba posiadająca kurs kwalifikacyjny – 1,75, a osoba ze specjalizacją lub z tytułem zawodowy magistra – 2. Zależało nam, aby teraz przyjąć taką generalną zasadę a jej realizację rozpisać nawet na kilka najbliższych lat. Takie rozwiązanie to nie żaden wyłom, podobne uregulowania przewiduje bowiem ustawa o radcach prawnych. Niestety, żaden z posłów nie podjął się zgłoszenia takiej poprawki do projektu ustawy. Szkoda.

Samorządowi nie udało się załatwić w parlamencie  jeszcze innych spraw. 

To prawda. Chcieliśmy uporządkować kwestię zaświadczenia o stanie zdrowia osoby, która zgłasza się po prawo wykonywania zwodu pielęgniarki czy położnej. Zaproponowaliśmy, żeby – tak jak to ma miejsce w przypadku lekarzy – wystawiał je tylko lekarz medycyny pracy. Teraz jest to niedoprecyzowane i jedne idą do lekarza poz, inne do lekarza medycyny pracy, a jeszcze inne składają oświadczenie, że są zdrowe. Niestety, poprawka ta nie była w ogóle głosowana, ponieważ nie poparł jej resort zdrowia. I szczerze mówiąc, nie jestem w stanie tego zrozumieć. 

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki. Rozumiem